Aktywność niekoniecznie oznacza życie

Teraźniejszość wydaje nam się niewystarczająca. Żyjemy zatem myślą o przyszłości albo błądzimy we wspomnieniach.

Daliśmy sobie wmówić, że doświadczanie życia polega przede wszystkim na konfrontowaniu siebie ze światem zewnętrznym, na przeróżnych z nim relacjach, aktywnościach i sprawdzaniu siebie samego. Najtęższe umysły propagowały tę myśl, więc niby należy jej ufać. Jednak tego rodzaju rozumowanie dzieli zaledwie milimetr od ulegania popkulturowemu bełkotowi na temat naszej obecnej niewystarczalności: dlatego trzeba realizować marzenia, pokonywać ograniczenia, posiadać odwagę w dążeniu do celu itp., itd., etc. Ulegając temu nachalnemu bełkotowi i coraz bardziej trwając w przekonaniu, że jest on naszą własną, indywidualną prawdą, zapominamy jednak, iż życie sprowadza się w istocie do wartości wewnętrznej – nie ma nic wspólnego z naszą taką bądź inną aktywnością. Nieważne więc, co osiągamy albo kim jesteśmy. Liczy się jedynie to, jak – w chwili obecnej – czujemy się sami z sobą.

Aktywność niekoniecznie oznacza życie. Kwazary są aktywne, a medytujący mnich nie jest martwy – to słowa Philipa Kindreda Dicka, którego niektórzy nazywają Dostojewskim literatury SF.

Opublikowano Uncategorized | 3 Komentarze

Pandemia głupoty

„Nie zgadzam się na taką okrutną śmierć!” ­ – napisał ktoś w tonie pełnym oburzenia.

Strasznie głupie i egzaltowane rozumowanie. Jak można nie zgadzać się na śmierć albo chorobę, które wynikają z porządku natury? To tak samo, jakby akceptować piękno wschodu i zachodu słońca, ale na burze z piorunami bądź śnieżyce nie wyrażać zgody.

Większość ludzi sądzi, że rzeczywistość trwa w określonym porządku, który zgodny jest z ich wyobrażeniami. Tymczasem świat jest chaosem. Obce są mu ludzkie pojęcia sprawiedliwości, uczciwości, dobra albo zła. Te iluzoryczne kategorie powstały jedynie w umyśle człowieka. Cierpimy najczęściej dlatego, ponieważ nie rozumiemy, że natura, jakiej jesteśmy częścią, nie ma reguł. Ona wobec nas jest neutralna. Obsesyjnie pragniemy też, by codzienność była podporządkowana naszej woli i toczyła się pod dyktando naszych egocentrycznych wymysłów. Oto pandemia głupoty współczesnego świata uporczywie tworzonego przez człowieka, której najczęściej staramy się zaprzeczać.

Życie nie ma reguł, jakie chcielibyśmy, żeby posiadało. Ci, którzy uchodzą, w naszym mniemaniu, za skurwysynów, opływają w dostatek oraz chwałę, podczas gdy szlachetni i mądrzy, w naszym rozumieniu, cierpią nieraz biedę i umierają młodo. Można to sobie racjonalizować na różne pokraczne sposoby, tłumaczyć wolą Boską czy innymi bredniami. Tak czy inaczej, życie pisze własne scenariusze, niezależne od naszego chciejstwa.

Czy lwa zabijającego piękną gazelę nazywa się skurwysynem, mordercą, złą istotą? Nie. Takie jest prawo natury, że lwy polują na gazele. Przyjmujemy ten fakt bez żadnych emocji. O uczuciach zaczynamy gadać dopiero wtedy, gdy sprawy oczywiste dotyczą nas.

Nie dziw się, nie rozpaczaj, nie oburzaj, lecz rozum – pisał Seneka. Zauważał też: Tylko doskonały rozum czyni człowieka szczęśliwym.

Opublikowano Uncategorized | 5 Komentarzy

Chrząkajmy jak świnie

Medialny gwar w związku z zestrzeleniem malezyjskiego samolotu nad Ukrainą. Dziennikarze, jak zwykle, podkręcają emocje: wymieniają, ile w tej katastrofie zginęło dzieci (śmierć dzieci zawsze robi wrażenie, szczególnie na kobietach), pokazują, że ktoś „dostał drugie życie”, ponieważ, przez przypadek, nie wsiadł do tego samolotu, a ktoś inny stracił niedawno bliskich w wypadku lotniczym i teraz znowu poniósł podobną stratę. Serca motłochu aż tkliwią od wzruszeń. Tkwimy po uszy w emocjonalnej kloace, a żurnaliści każą nam jeszcze robić w niej przysiady. Komercja ma jednak swoje prawa, więc owszem, z jednej strony, pokazuje się nam potworny dramat, ale po chwili na ekranie telewizorów widzimy na przykład dumną i szczęśliwa panią, której ­– na skutek zastosowania takiego albo innego środka piorącego – udało się z odzieży syna usunąć plamę. Neuroprzekaźniki w naszym mózgach głupieją, bo nie wiedzą, jak reagować na tak krańcowo sprzeczne w treści obrazy.

Pod ambasadami państw, których obywatele zginęli w ukraińskiej katastrofie, płoną znicze, układane są stosy kwiatów, karteczki z modlitwami, a nawet maskotki (pewnie ze względu na zabite dzieci). Nie rozumiem, czemu takie gesty mają służyć? Wyrażeniu współczucia, uczczeniu pamięci? Może. Odnoszę jednak wrażenie, że te gesty przede wszystkim potrzebne są tym, którzy w tego rodzaju celebracjach biorą udział. Zauważyć jednak należy, iż emocjonalność, jaka wypełnia ich obecnie, minie tak prędko, jak szybko zwiędną kwiaty układane pod murami ambasad. Zatem te nabożne, stadne celebracje zupełnie do mnie nie trafiają. Takie rytuały napawają mnie obrzydzeniem. Uważam je za bezsens, który służy jedynie chwilowemu nastrojowi poruszenia, czyli niczemu. Zresztą w ostatnich latach mieliśmy już parę takich quasi-doniosłych szopek: palono znicze i składano kwiaty po zamachach na Word Trade Center, w Madrycie, Londynie, po śmierci JP II. Kuriozum egzaltacji stanowiła histeria po katastrofie Smoleńskiej. I kto o tym dzisiaj pamięta, poza tymi, którzy tak są fatalnie skonstruowani umysłowo, że we wszystkim doszukują się spisków?

W kwestii zbiorowych demonstracji w obliczu jakiejkolwiek tragedii ogromnie natomiast ujmuje mnie propozycja amerykańskiego pisarza Kurta Vonneguta. W opublikowanej w 1963 roku „Kociej kołysce” autor „Rzeźni numer pięć” napisał: I dlatego myślę, że najlepszą formą okazania naszego szczerego szacunku stu poległym dzieciom będzie zademonstrowanie w tym dniu naszej pogardy temu, co stało się przyczyną ich śmierci, czyli ludzkiej złości i głupocie. Możliwe, że obchodząc rocznice wojen powinniśmy rozbierać się do naga, malować na niebiesko i przez cały dzień chodzić na czworakach, chrząkając jak świnie. Byłoby to na pewno właściwsze niż wzniosłe przemówienia oraz defilady sztandarów i dobrze naoliwionych armat.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Marny spektal dla gawiedzi

Nie ma nic dziwnego w fakcie, że panowie politycy rzucają sobie kurwami w trakcie swoich prywatnych rozmów. Polityk to przecież również człowiek. Jeżeli słowna ekspresja takich ludzi – podobnie jak moja i dużej części społeczeństwa – wyraża się także w używaniu wulgaryzmów, w nagraniach ujawnionych przez „Wprost” nie widzę nic osobliwego. To po pierwsze.

Po drugie – zakulisowe gierki i knowania mają w polityce podobnie długą tradycję jak sama polityka. Tak było, jest i będzie. Jakąż to więc sensację zawierają taśmy ujawnione przez „Wprost”?

Jarosława Kaczyńskiego albo Annę Fotygę od Radosława Sikorskiego i Marka Belki różni – być może – jedynie to, że nie posiadają mentalności, by w słownej ekspresji posługiwać się wulgaryzmami. Kaczyński, Fotyga czy inni, pomstujący obecnie, PiS-owcy też są jednak politykami. Zatem zakulisowe gierki, knowania i mataczenia nie są im obce. Dla nich również – w myśl Machiavellego – w działalności publicznej moralność nie ma żadnego znaczenia. Doskonale wiedzą, iż w polityce liczy się jedynie skuteczność. Każdy polityk kieruje się wiedzą zaczerpniętą z „Księcia”, bez względu na swoje poglądy.

Bodajże Ronald Reagan stwierdził, że prostytucja i polityka to dwa najstarsze zawody świata, tyle że ta pierwsza jest o wiele bardziej moralna. Trudno temu zaprzeczyć. W odróżnieniu od polityki, w relacji z prostytutką sytuacja jest w pełni klarowana.

Taśmy „Wprost” to tylko marny spektakl dla gawiedzi. Oczywistość dla gawiedzi jest sensacją. Właśnie na tym bazują koniunkturalni dziennikarze. A cwani politycy usiłują wykorzystać dla siebie zdumienie gawiedzi, powołując się na patriotyzm, moralność oraz inne prawości. Wszak gawiedź ma też to do siebie, że uwielbia wielkie słowa.

 

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Poziom rynsztoka

W TVP Info niezwykle pouczająca konferencja prok. Seremeta, dotycząca wczorajszych wydarzeń w redakcji „Wprost”. Znowu wyszło na to, że nieznajomość prawa szkodzi, a ośmiesza, kiedy ktoś nieobeznany z prawem wykonuje zawód dziennikarza.

Od początku całej tej afery miałem wrażenie, że uczestniczą w niej dziennikarskie dupki, które jedynie nieudolnie dbają o własne interesy i wysługują się swoim medialnym mocodawcom. Tusk jest za mądry, żeby strzelać w sobie w kolano zarzutami o zamach na demokrację oraz wolność słowa – wystarczyło odrobinę pomyśleć. Ale dziennikarze, jak zawsze, wiedzą lepiej. Żałosne. A najbardziej żałośni w całej tej rozróbie są redaktorzy Olejnik i Latkowski. Skoro takich ludzi promuje się jako tuzów dziennikarstwa, nic dziwnego, że dziennikarstwo ma poziom rynsztoka.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Myśli przy końcu drogi cz. VII

Ignacy, 56 lat, rozpoznanie – czerniak skóry (zmarł po 9 dniach pobytu w hospicjum):

Postanowienie powziąłem tutaj, jak na grzesznika przystało. Przysiągłem sobie, że kiedy stąd wyjdę i wrócę do domu, zacznę żyć zupełnie inaczej. Będę lepszym człowiekiem, lepszym ojcem i mężem. Wczoraj po południu poszedłem do kaplicy. Uklęknąłem, położyłem na sercu prawą dłoń i uroczyście przyrzekłem to Bogu. Wyspowiadałem się też z całego życia przed księdzem. Chcę w to nowe życie wyruszyć oczyszczony. Teraz wielką radość noszę w sobie. Jestem przygotowany na zmiany. Nigdy już żony nie uderzę, nie będę jej zdradzać… Przysiągłem sobie…

Dawniej piłem jak świnia. Żona płakała, a ja ją po łbie waliłem, aż furczało, kiedy pijany wracałem do domu. Wstyd opowiadać. I palenie też rzucę. Alkoholu – nic, nic. Tylko kilka kieliszków, jeśli jakaś okazja będzie. Najważniejsze w życiu są zmiany…

Przyznaję, nie byłem dobrym człowiekiem. Teraz to sobie uświadomiłem, lepiej późno niż wcale. Prawda? Jak w szpitalu leżałem, a potem w domu, to też żonę i córkę jak szmaty traktowałem. Bały się mnie okropnie, ale usługiwały mi, cichutko, na paluszkach, bo wiedzą, że porządek lubię. Jak na spowiedzi każdemu swoje winy wyznaję. Chcę, by wszyscy wiedzieli, że mi wstyd. Bóg słyszy, że żałuję grzesznej przeszłości, widzi moją skruchę. On kocha nawróconych i daje im łaski.

A kolegom w ogóle ufać nie można. Mówili, że są moimi kumplami, pili ze mną, śmiali się. Fajnie było, ekstra… Lubiłem te klimaty. Ale, niech pan pamięta, pijakom nigdy nie można wierzyć. Gdy zachorowałem, żadnego już przy mnie nie było. Teraz też nikogo nie ma. Tylko żona i córka zatroszczyły się o mnie.

Kiedy tylko wyzdrowieję, zacznę żyć zupełnie inaczej. Przysięgam to panu i Bogu. Aha… Jeszcze jednej pielęgniarce to obiecałem, tej takiej niskiej, grubiutkiej. Innym bym też powiedział o swojej poprawie, ale czasu jakoś nie było.

Ta choroba to tylko etap mojego życia. Jak wrócę do domu, kupię żonie kwiaty i przeproszę ją za wszystko… Córkę również. Może czekoladki też im dam. Z pewnością Bogu to się spodoba. Jak pan myśli? Zrobię to dopiero wtedy, gdy wyzdrowieję. Stać mnie teraz na wiele, niech pan mi wierzy, lecz niech Bóg też dobrą wolę okaże. W końcu napisano, że Miłosierny za złe każe, ale za dobre wynagradza. Widzi pan, ja zasłużyłem na tę chorobę, bo żyłem źle… Naprawdę zasłużyłem. Pan Bóg za mordę mnie wziął, żebym się opamiętał. Opamiętałem się. Teraz Bóg przywróci mi zdrowie. Muszę być cierpliwy. Trzeba ufać Bogu i żyć przyzwoicie, elegancko, według dekalogu. Czytam go codziennie z książeczki do nabożeństwa, żeby dobrze zapamiętać. Jak zacznę żyć przyzwoicie, wtedy nic złego już mnie nie spotka.

Postanowiłem się nawrócić, póki mam na to czas. Tyle tutaj ludzi umiera, a ja chcę pożyć jeszcze trochę, coś po sobie pozostawić na tym świecie, dla innych żyć. Młody w końcu jestem… Przedtem to nawet do kościoła niezbyt często chodziłem. Prawie nigdy. Tutaj jednak nawróciłem się, jak syn marnotrawny z tej opowieści biblijnej. Jak byłem młody to, owszem, chodziłem do kościoła… Ministrantem nawet byłem. Później dopiero wiarę straciłem… W Boga trzeba wierzyć. Trzy różańce codziennie odmawiam: za siebie, za rodzinę i w intencji papieża oraz żeby wojen na świecie nie było. Co prawda nie wiedziałem, jak to robić, ale teraz już wiem. Jeden z kleryków pokazał mi, w jaki sposób na paciorkach należy się modlić. Przenajświętszy sakrament też przyjmuję. Codziennie to robię, bo w końcu co taki chory człowiek jak ja może nagrzeszyć…

Wojciech Szczawiński, Myśli przy końcu drogi, Wydawnictwo Literackie 2004

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Popieram prof. Chazana

Cały spektakl z prof. Bogdanem Chazanem, który na nowo wskrzesił pro- i antyaborcyjne dyskusje, jest tak samo głupi jak żałosny. Prolajfiści wytykają zwolennikom aborcji wrogą życiu ideologię. Drudzy natomiast wołają, że przeciwnicy aborcji mają ciasne horyzonty, usiłują z Polski zrobić państwo wyznaniowe itd., itp., etc. Jedni drugich są warci. Jedni i drudzy nic innego nie robią jak tylko kwestionują ideologiczne przekonania głoszone przez oponentów.

Popieram mdły bełkot prof. Chazana w identycznym stopniu jak debilne argumenty jego przeciwników. Obie strony konfliktu ideologizują bowiem problem ludzkiego istnienia w równy sposób. Obie też odwołują się wyłącznie do własnych przekonań, czyli sumień (przy czym, w różnej formie, zarzucają sobie wzajemnie brak sumienia). Racje jednych i drugich można więc skwitować poglądem sofistów: „Człowiek jest miarą wszechrzeczy”. Banał to tak potworny, że aż zęby bolą.

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

Myśleć pozytywnie

Czytam nieustannie tu i ówdzie, że nasze myśli są jak magnes, to znaczy przyciągają dobrą energię. Wniosek: należy myśleć pozytywnie. Nie ma w tym zresztą nic odkrywczego. Już Budda nauczał: „Jesteśmy tym, co o sobie myślimy. Naszymi myślami tworzymy świat”. A skoro ludzie przeżywają frustracje, osamotnienia, zagubienia, mimo że – jak im się zdaje – starają się tworzyć w swoich umysłach jedynie pozytywną energię, powinno być to dla nich oczywistym sygnałem, iż wcale nie kierują się dobrą Mocą, lecz trwają wyłącznie w koślawych wyobrażeniach na temat świata oraz samych siebie. Istota dobrej Mocy znajduje się na innym poziomie. Jest bliżej niż na wyciagnięcie ręki – w każdym z nas.

Problem w tym, że prostotę zrozumieć najtrudniej. Łatwiej powiedzieć: „Ależ ja myślę pozytywnie, tylko ten świat jest do niczego i dlatego fatalnie się czuję!”. Jasne! Piekło to inni. To inni ponoszą winę za nasze niezrealizowane plany, klęski, cierpienia; bo przecież my zawsze chcemy mądrze, szlachetnie, sprawiedliwie, ale…

A przecież w tym „ale” zawiera się wyjaśnienie źródła wszelkich naszych doznań – cytuję za Wittgensteinem: Najtrudniej powstrzymać się przed samooszustwem.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Intelektualne prostactwo

We współczesnej kulturze istnieje zjawisko przyprawiające mnie o mdłości bardziej znacząco niż debilizm celebrytów bądź dziennikarzy bazujących na uwstecznianiu się ludzkich emocji. Odruchy wymiotne odczuwam najpotężniej wtedy, gdy czytam przeróżne „mądrości” o byciu sobą, potrzebie samorealizacji, potędze miłości oraz innych bzdetach (rozsyłane np. via Facebook). Jednocześnie zaczynam rozumieć, że tego rodzaju „mądrościami” dzielą się wyłącznie – na zasadzie kompensacji – osobnicy niezrealizowani, sfrustrowani, z potężnymi deficytami psychicznymi, którzy nie potrafią cieszyć się tym , co mają, ponieważ sądzą, że zasługują na więcej.

Czytam na przykład taką „złotą” myśl: Nie przejmuj się zbytnio tym, co ludzie powiedzą. Rób, co ci się w życiu podoba, jeśli tylko będziesz mógł potem w lustrze spojrzeć sobie w twarz. Jakże to inspirujące! Zapewne tego rodzaju umysłowa głębia kojąco wpływa na sumienia wielu pedofilów, złodziei i innych psychopatów. Człowiekowi myślącemu, który nie trwa w iluzjach na własny temat, takie inspiracje są zbędne. Co więcej – stają się dla niego intelektualnym prostactwem.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Sąd i ocena

Ksiądz, odprawiający dzisiaj mszę za generała Wojciecha Jaruzelskiego, powiedział niezwykle ważną i mądrą rzecz: że istnieje różnica pomiędzy sądem oraz oceną. I od razu rzuca się w oczy, kto sądzi, a kto ocenia. Najbardziej zaś komiczne są prawicowe matołki przed trzydziestką (albo tuż po trzydziestce), które zainfekowały swoje mózgi literaturą historyczną ziejąca nienawiścią, radykalizmami i pełną sądów właśnie.

Rozumiem tę młodzież kanalizującą swoje frustracje, a także kompleksy pod dumnymi hasłami patriotyzmu. Mam też nadzieję, że z tej postawy wyrosną. Niebezpieczeństwo bowiem polega na tym, że tak pojmowany patriotyzm pozbawia racjonalnego myślenia, wrażliwości na cudzą złożoność, współczucia, empatii. Taki patriotyzm czyni największe spustoszenie w refleksji zdroworozsądkowej, ponieważ nakazuje widzieć realność jedynie w barwach biało-czarnych. Zatem, prędzej czy później, doprowadza do wojny. Takiego patriotyzmu należy się wystrzegać.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz