O tym, dlaczego nie jestem ateistą

K., komentując na Fecebooku mój wczorajszy blogowy wpis, wyraził się następująco: Drogi Wojtku, nikt nie ośmiesza ani nie obraża Twoich poszukiwań, rozterek, dobrego samopoczucia. Ale Twój ateizm jest tak wojujący i obrazoburczy, że czasami jestem w szoku.

Czy jestem ateistą? Nie jestem nim. Co więcej ­– ateizm uważam za kolejną bzdurny wymysł ideologiczny, który powoduje tyle samo nieszczęść co fałszywe, egocentryczne i stadne przekonania religijne: rodzi taką samą podłość, nienawiść, w najlepszym razie szyderstwo albo kpinę z ludzi o innych poglądach. Ateizm to nic innego jak tylko jeden ze schematów zaślepionego umysłu.

Nie jestem ateistą również dlatego, że mam w sobie tyle demonów, iż kolejny, ateistyczny, jest mi absolutnie zbyteczny. Patrząc na poczynania ateistów, na to, jak nakręcają się niezdrowymi emocjami, usiłując dowodzić swoich racji, zwyczajnie zaczyna mnie mdlić. Ot co.

Dlaczego nie jestem chrześcijaninem bądź wyznawcą innej religijnej doktryny? Dlaczego nie jestem ateistą? Ano dlatego, że wiele do myślenia dało mi jedno z pouczeń Jezusa zawarte w Ewangelii Janowej. Cytuję: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: „Czy i my jesteśmy niewidomi?”. Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: «Widzimy», grzech wasz trwa nadal”.

Przeczytawszy te słowa – ze zrozumieniem – dotarło do mnie, że, trzymając się rozumowania ateistycznego bądź schematów jakichkolwiek przekonań religijnych, byłbym tylko ślepcem, który wykrzykuje: „Widzę!”. W istocie mędrzec z Nazaretu mówi przecież o tym, co w psychologii określa się takimi pojęciami jak „błąd konfirmacji”, „efekt ślepej plamki”, a także kilkoma innymi. Od tego czasu wolę uchodzić za niewidomego i czuć się niewidomym. Zdarza się jednak, że któryś z moich demonów – mniej albo bardziej subtelnie – wmawia mi: „Stary, widzisz! Uwierz w to, że widzisz!”. Po takich podszeptach rozpoznaję własną głupotę.

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „O tym, dlaczego nie jestem ateistą

  1. Krzysztof Szymanek pisze:

    Nie wierzę też w Świętego Mikołaja i Smoka Wawelskiego – czy jest to również objaw zaślepienia? Czy to może też jest „bzdurny wymysł ideologiczny”? Czy postawa moja rodzi podłość i nienawiść?
    Jeśli ateizm jest wynikiem zaślepienia, to należałoby koniecznie powiedzieć, którego boga powinien czcić umysł widzący rzeczy prawidłowo i bez zniekształceń: Zeusa, Marduka, Światowida, Jahwe, Krishnę czy może któregoś innego z ich humorystycznie wielkiej liczby. I koniecznie – dlaczego tego, a nie innego boga. Ateista mówi: „brak powodów, by uwierzyć w któregokolwiek” – oto całe jego zaślepienie.
    Skąd właściwie wiadomo, że ateizm rodzi podłość i nienawiść w takim samym wymiarze, co religia? Jak to Autor ustalił? Twierdzę, że nie ma na to nie tylko dowodów, ale nawet poszlak. Oczywiście – ateizm może prowadzić do zła, tak jak może do niego wieść filatelistyka albo kajakarstwo. Wszystko może stać się przyczyną zła. Przypuśćmy, że ateizm okazał się wyjątkowo niszczycielski i złowrogi – to, co – powinniśmy wybrać coś i na ślepo w to uwierzyć? A może jeszcze bardziej niszczące dla ludzkości jest nie wierzyć w krasnoludki, któż może to wiedzieć?

    • Mirek pisze:

      Powodów, aby uwierzyć jest wiele, Pan chyba chciał napisać dowodów; nie ma ich, więc odrzuca Pan hipotezę Boga. Porównanie wiary w Boga do wiary w Świętego Mikołaja czy Smoka Wawelskiego to zgrana płyta i według mnie zwyczajna kpina, podtrzymująca spokój lewej półkuli mózgu (tej odpowiedzialnej logikę i racjonalne myślenie) wypowiadającego. Religia jako źródło nienawiści i podłości to teza warta rozważenia, ale jednocześnie – stawiana radykalnie – niewiarygodnie upraszczająca całe zagadnienie i szkodliwa.

      • Krzysztof Szymanek pisze:

        Porównanie wiary w bogów do wiary w Świętego Mikołaja czy Smoka Wawelskiego to oczywiście zgrana płyta, kpina itd. A skoro tak, to z łatwością wskaże Pan istotne różnice między jednym a drugim, pokazując, że to zupełnie co innego. Zaznaczam też, że nigdzie powyżej nie wzmiankowałem tezy, że religia była źródłem nienawiści i podłości.

    • Mirek pisze:

      „Skąd właściwie wiadomo, że ateizm rodzi podłość i nienawiść w takim samym wymiarze, co religia?” – to przecież Pan napisał.
      Z łatwością nie wskażę takich różnic, nie jestem szczególnie biegły w tego rodzaju dyskusjach , nie jestem również filozofem, myślę jednak, że nie dyskwalifikuje mnie to w próbach wypowiadania swoich opinii.
      Zastanawiając się np. na cierpieniem w jego nie tylko ludzkim wymiarze, lub nad źródłami moralności i moralnymi imperatywami czy ogólnie nad imponderabiliami; można sobie stawiać pytania i jako odpowiedź w umyśle nie pojawia się sympatyczny Smok Wawelski czy Święty Mikołaj, ale może się pojawić Bóg jako Ktoś, Coś kto dopełnia cierpienie, wyjaśnia je, nadaje sens. Ktoś, Coś co jest źródłem moralności (nie tylko ewolucja). Ktoś, Coś kto kryje się za niemierzalnymi i niewypowiadalnymi intuicjami. Oczywiście niewiele możemy powiedzieć o Bogu choć próbujemy, czy te próby nas od Niego oddalają czy przybliżają to inna rzecz.

      • egoistkao pisze:

        Widzialam ateistow, ktorzy w chwilach milosnego uniesienia wolali „O Boze!” 🙂

      • Krzysztof Szymanek pisze:

        Źle się wyraziłem. Prostuję: nie uważam, by religia sama z siebie rodziła nienawiść w stopniu większym niż jakikolwiek inny zbiór idei.
        To, że w umyśle ludzi wychowanych w naszej kulturze bóg zjawia się niejako sam, jako intuicyjna odpowiedź na dręczące nas pytania, dowodzi tego, jak silne i trwałe może być wpojenie pewnych idei w dzieciństwie. W kulturach z religiami bez boga ludzie jakoś nie mają takich intuicji – nie wdrukowano im tego w umysły, gdy byli dziećmi.
        Nie wydaje mi się, by Bóg (np. chrześcijański) w najmniejszy choćby sposób nadawał sens istnieniu, albo wyjaśniał cierpienie. Bo jaki niby ma być to sens? Jakie wyjaśnienie? Jeśli po śmierci pójdziemy do nieba lub do piekła, to co – będzie to już miało jakiś sens? Wydaje mi się, że hipoteza boga daje jedynie iluzje: rozumienia, sensu itd. Odwodzi nas za to od pogłębionych przemyśleń. Hipoteza boga to tylko powiedzenie innymi słowami „nie wiem i nie rozumiem” przy jednoczesnym złudzeniu, że się coś wie i rozumie.

      • Mirek pisze:

        Przestrzeń naszej niewiedzy i niezrozumienia jest bezgraniczna, jest jak ocean wobec kropli, kropli naszej wiedzy i rozumu. Hipoteza Boga to jak klamra spinająca fragmenty nasze wiedzy i ignorancji lub rama wieńcząca obraz. Według mnie Bóg może nadawać sens życiu w ogromnym stopniu, a jeżeli chodzi o cierpienie (materia to niezwykle subtelna) nie tyle je wyjaśnia, co – o wiele ważniejsze – nadaje mu znaczenie i jest źródłem nadziei.

  2. egoistka pisze:

    W kulturach bezboznych jest mowa o Zrodle i esencji. Jezuici wtloczyli idee Boga jako osoby w niewinne i czyste umysly dzikich, ogniem i mieczem rzecz jasna oraz gwaltem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s