Grałem na scenie z Talarczykiem

Anna Dymna wyjeżdża do Poznania, by jutro czytać tam, charytatywnie, bajki dla dzieci. Zaglądam do Internetu i dowiaduję się, że te bajki czytać będzie również aktor Marek Cyris. Ale niespodzianka!

Z Markiem, pod koniec lat 80., uczęszczałem do dwuletniej szkoły pomaturalnej (wówczas tego rodzaju placówki świeżo upieczeni maturzyści traktowali głównie jako przechowalnię, sposób ucieczki przed wcieleniem do wojska). Był z nami w klasie Robert Talarczyk, obecny dyrektor Teatru im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, aktor, który zasłynął m.in. wyreżyserowaniem „Piątej Strony Świata” Kazimierza Kutza (sukcesy zaczął odnosić znacznie wcześniej, jeszcze jako szef teatru w Bielsku-Białej). Niezbyt długo edukowaliśmy się wspólnie. Po roku Marek i Robert dostali się do wrocławskiej szkoły teatralnej. Ja zostałem w tej pomaturalnej szkółce. Na skutek niedostatecznych wyników w nauce uczęszczałem do niej przez dwa kolejne lata. Normalka. Czteroletnie liceum ogólnokształcące też kończyłem z rocznym poślizgiem.

Pamiętam, że już w tamtym czasie Robert ogromnie fascynował się teatrem. Ciągle o nim gadał. Do znudzenia, niemal z wypiekami na twarzy. Miał kumpla Maćka, również posiadającego fioła na punkcie aktorstwa. Stanowili ogromnie zżyty tandem. Obaj byli zaangażowani w jakiś teatr, który dział przy domu kultury w Mysłowicach. Notabene również brałem udział w próbach spektakli tego zespołu, zatem mogę twierdzić – niezbyt mijając się z prawdą – że stałem na teatralnej scenie tuż obok Talarczyka. Szybko jednak zrezygnowałem z tego zajęcia. Zrywać się rano, w sobotę z łóżka, tarabanić pociągiem z Katowic do Mysłowic – byłem na to zbyt leniwy. Może gdybym przeczuwał, kim Robert stanie się w przyszłości, bardziej bym się w ten mysłowicki teatr angażował.

Pamiętam, że Marek Cyris podjął decyzję o zdawaniu egzaminów do szkoły teatralnej niemal w ostatniej chwili, niezbyt nawet przygotowując się do nich. Za to Robert ze swoim kumplem Maćkiem – w tym swoim opętańczym marzeniu o staniu się aktorami – jechali do Wrocławia chyba na pewniaka. Przecież obaj realizacji swojego marzenia poświęcili sporo czasu, pracy i wysiłku. I tu zaskoczenie: Cyris i Talarczyk zdali. Maciek – odpadł. Musiał być to dla niego ogromny szok, doświadczenie niemal druzgocące, tym bardziej, że – w moim przekonaniu – był człowiekiem niezmiernie wrażliwym, może nawet delikatniejszym niż Marek i Robert. Nie wiem, co obecnie ten facet porabia.

Historia Maćka chyba po raz pierwszy uświadomiła mi, że posiadać marzenia to za mało. Nie wystarczy też w nie wierzyć oraz dążyć do ich realizacji. Życie pisze swoje scenariusze.

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Grałem na scenie z Talarczykiem

  1. egoistin pisze:

    Ciekawe co zycie mu dalo zamiast i czy to przyjal…

  2. Robert S pisze:

    A zatem należy mieć marzenia, wierzyć w nie, dązyć do ich realizacji, oraz znać scenariusz jaki przygotowało nam życie. Proste.

    • Anna Maria pisze:

      Nigdy do końca a może w ogóle nie znamy naszego scenariusza na życie, który to owo życie nam pisze. Wtedy rzeczywiście byłoby proste ale i….nudne. Wszak przewidywalność nie musi nas motywować.
      Myślę że chodzi o to abyśmy umieli spojrzeć za horyzont….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s