Wolność

Wojciech Szczawiński: Wolność – co to takiego, panie doktorze? Wszyscy pragną wolności, a przecież wciąż czujemy się zniewoleni w swoim istnieniu.

Grzegorz Mitrowski: Marks powiadał, że wolność jest prawem do czynienia wszystkiego, co nie szkodzi innym, Albert Camus twierdził z kolei, że człowiek wolny jest wtedy, gdy nie musi kłamać. Zresztą wolność podobnie trudno zdefiniować jak człowieka. W filozofii jej opis podzielono na poszczególne stopnie. Na najniższym, biologicznym poziomie wolność utożsamia się z prawidłowym funkcjonowaniem organizmu, bo człowiek chory czuje się przecież zniewolony przez swoją chorobę. Drugi stopień odnosi się do spontanicznych zachowań człowieka, ale także do jego zdolności w dokonywaniu trafnych, a unikaniu zgubnych wyborów. Najdonioślejszą rolę wolności nadał Kant. Twierdził on, że czyn jest tylko wtedy wolny, jeżeli nasza świadomość przeczy temu, co określamy jako pragnienia zmysłowe. Na przykład kiedy dam biedakowi pieniądze kierując się litością, to nie będzie to wolny czyn, lecz tylko pewna skłonność. Natomiast gdy ofiaruję jałmużnę, ponieważ taka wewnętrzna zasada kieruje moim życiem, to wtedy postąpię jak człowiek wolny i działający racjonalnie. Nasuwa się więc wniosek, że wolność nie tylko polega na tym, co się robi, ale także – a może przede wszystkim – w jaki sposób dana rzecz jest wykonywana. Jednak nie wchodząc zbytnio w zawiłości filozofii, można powiedzieć, że mamy trzy koncepcje wolności. Najbardziej wyrazistą jest ta, którą możemy odnaleźć w starożytności. Mówi ona, że wolność to nic innego jak zdolność do rozumienie konieczności, która nas zewsząd otacza. Demokryt twierdził bowiem, iż poczucie wolności, jakie człowiek odczuwa, wynika  tylko i wyłącznie z jego niewiedzy. Należałoby więc rzec: zaakceptuj, człowieku, fakt, że jesteś w życiu niewolnikiem, a wtedy przestaniesz tęsknić, marzyć i szamotać się w codzienności poszukując tego, czego nie ma. Oczywiście takie stwierdzenie można uznać za nie do przyjęcia. Ale czy nie zawiera ono prawdy? Musimy przecież jeść, spać, oddychać, pracować po to, by mieć pieniądze na utrzymanie, musimy zachowywać się tak, a nie inaczej, żeby ceniono nas i uważano za normalnych, musimy dbać o zdrowie, żeby z życia czerpać satysfakcję… Liczba przymusów wynikających z natury człowieka i jego funkcjonowania w społeczeństwie wydaje się nie mieć końca, a nadmiar codziennych obowiązków przytłacza nas nieraz do kresu wytrzymałości. Ludziom często marzy się jednak jakaś wolność absolutna, a ona nie jest niestety możliwa. Tacyt uważał zresztą, iż tylko głupcy nazywają samowolę wolnością.

W.S.: A druga z koncepcji wolności?

G.M.: Tę lansuje chrześcijaństwo. Mówi ona, że człowiek ma jedynie wolność wyboru – to jest owo liberum arbitrum głoszone przez świętego Augustyna. Mogę więc swobodnie wybierać, jaką pracę pragnę podjąć; czy chcę się żenić czy żyć w samotności; czy chcę pójść do nieba czy też do piekła. Jeśli jednak podejmę decyzję, to muszę być za swój wybór odpowiedzialny i ponosić wszelkie związane z nim konsekwencje. W takim przypadku podmiotem wolności jest bowiem grupa, do której przystępujemy, a nie jednostka. Proszę zauważyć, że o wolności wyboru mogą mówić przede wszystkim ludzie młodzi. Człowiek dorosły, który podjął pewne życiowe decyzje, na taką wolność nie może już sobie pozwolić. Na przykład czterdziestolatkowi pracującemu w biurze trudno marzyć o karierze sportowca wyczynowego, a były więzień nigdy nie znajdzie pracy w policji, nawet jeśli bardzo tego pragnie. Z kolei egzystencjaliści: Sartre, Kierkegaard i Nietzsche wyznawali pogląd, że posiadamy wolność absolutną, ale związana jest z nią również absolutna odpowiedzialność. Ta trzecia z koncepcji wolności nie była zbytnio popularyzowana, bo na dobrą sprawę oznacza przecież samowolę człowieka. Sartre nazywał to „alienacją Boga”: człowiek pragnie być tak samo wolny jak Bóg i równie nieodpowiedzialny jak Bóg. Jeśli istnieje stwórca tego świata, to nie odpowiada on przecież przed nikim.

W.S.: Interesujące jest to, w jaki sposób myśl jednego filozofa potrafiła zmienić spojrzenie człowieka na siebie samego. Przecież, zanim Nietzsche ogłosił śmierć Boga, ludzie wyznawali pewną hierarchię wartości. Mniej lub bardziej usiłowali żyć dla realizacji idei dobra, sprawiedliwości albo ogólnoludzkiego szczęścia. Jeszcze dla Hegla i myślicieli oświeceniowych wolność była ideałem, do którego człowiek powinien dążyć. „Kochaj i czyń, co chcesz” – pisał święty Augustyn.

G.M.: Cóż… Przykre jest to, że ludzie pamiętają jedynie słowa Nietzschego mówiące o tym, że Bóg umarł. Zapominają natomiast o innych postulatach tego niezwykle skromnego i życzliwego filozofa. Ale w rzeczy samej nie można zaprzeczyć twierdzeniu, że współcześni ludzie pragną przejąć prawa Boga. Ba, być może są nawet przekonani, iż już je przejęli. Dzisiaj na przykład mamy do czynienia nie tylko z wolnością od Boga, ale także z wolnym wyborem pomiędzy pragnieniem życia i śmierci. Wystarczy tutaj wspomnieć o eutanazji, samobójstwach, zapłodnieniu in vitro albo – tak głośnym ostatnio – klonowaniu. Życie stało się dla współczesnego człowieka jedynie możliwością, a nie koniecznością, o której zadecydowała potęga jakiegoś władcy wszechświata i której w żadnym przypadku sprzeciwiać się nie wolno. Okazało się też, że życiem biologicznym można manipulować, bo są do tego możliwości.

W.S.: Erich Fromm, jeden z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych myślicieli XX wieku, analizował jednak proces ucieczki człowieka od wolności. Udowadniał, że tak naprawdę nie wszyscy ludzie jej pragną. I to jest chyba jeden z najbardziej zastanawiających aspektów naszego istnienia. Przecież wolność wydaje się być naczelną zasadą w życiu każdego człowieka. Czy jest więc możliwe, żeby uciekał on od wolności?

G.M.: W tym miejscu znowu powracamy do zagadnienia funkcjonowania człowieka w systemie i jego niemocy wyrwania się z tego systemu. Podam prosty przykład: niech pan zauważy, jak wielu ludzi z tęsknotą wspomina czasy socjalizmu w naszym kraju. Wtedy wszystko było rozdzielane odgórnie i jednostka nie decydowała właściwie o niczym: przydzielano jej pracę, pieniądze, wczasy podczas wakacji. Człowiek, pomimo narzekań, miał zawsze pewność jutra. Dzisiaj natomiast – przynajmniej w wymiarze ekonomicznym – jesteśmy wolni, lecz często zdarza się, że nie bardzo wiemy, co z tą wolnością zrobić. W wielu przypadkach jest ona dla nas ciężarem, bo albo człowiek nie posiada, albo nie potrafi wykorzystać swoich zdolności do decydowania o sobie samym. Wolność też budzi w człowieku przerażenie i niepewność. Wielu z nas chciałoby wyjechać na bezludną wyspę i odczuwać na niej niczym nie skrępowaną wolność. Jednak ludzie nie zdają sobie sprawy, że po niedługim czasie albo umarliby z nudów na tej wyspie, albo za wszelką cenę staraliby się powrócić do cywilizacji. Można więc powiedzieć, że jesteśmy wytresowani do życia w systemie i do bycia niewolnikami systemu. Dlatego Nietzsche uważał, że człowiek może być wolny, ale tylko za cenę niebezpieczeństwa i potępienia. Mogę więc sprzedać swój majątek i jak Diogenes zamieszkać w beczce, lecz muszę liczyć się z tym, iż ludzie nazwą mnie dziwakiem, a policja nieustannie będzie mnie prześladować jako włóczęgę. Poza tym, jeśli mam świadomość, że jestem całkowicie wolny i dlatego – na przykład – mogę pana zabić, to muszę liczyć się z tym, że również pan może pozbawić mnie życia w imię własnej absolutnej wolności. Powtórzę więc raz jeszcze, że system odbiera wolność, ale daje poczucie bezpieczeństwa. A tak nawiasem mówiąc, zastanawiał się pan kiedyś, który z systemów jest bardziej zbrodniczy: demokratyczny czy totalitarny? Uważam, że demokratyczny, bo przecież w nim giną obecnie tysiące ludzi: tracą życie w ulicznych bójkach, rozmaitych napadach albo w atakach terrorystycznych. Natomiast w państwie totalitarnym kontrola policji jest tak ogromna, że przestępcy kiepsko z nią sobie raczej radzą. Przecież w Stanach Zjednoczonych, które uchodzą za wzór demokracji, zbrodnie popełniane są co kilka minut. Takiej częstotliwości morderstw nie było chyba w żadnym państwie totalitarnym. Wydaje się więc, że ludziom chodzi tylko o to, żeby mordów nie dokonywała władza państwowa. Oczywiście trzeba się zgodzić, iż ustrój demokratyczny w pozostałych aspektach życia społecznego ma ogromne zalety. Zastanawiający jest tylko fakt, w jaki sposób ludzie podchodzą do zbrodniczości systemu obowiązującego w danym państwie. Przecież nie tak dawno odbywała się dyskusja plenarna, na której żądano, aby w Chinach wprowadzono demokrację. Przywódca tego kraju, posługując się statystykami, udowodnił jednak, że więcej morderstw popełnianych jest w USA niż w jego kraju. Tyle tylko, że tam zabójstwa dokonywane są przez prywatne osoby, w Chinach zaś – w majestacie prawa. Powracając jednak do stwierdzenia Nietzschego, że człowiek może być wolny, lecz jedynie za cenę ciągłego niebezpieczeństwa oraz potępienia, pojawia się przed nami pytanie: co jest dla człowieka większą wartością – bezpieczeństwo czy wolność?

W.S.: Trafiamy więc na kolejną trudność w rozumieniu wolności. Ale chyba nikt nie zrezygnuje z bezpieczeństwa, jakie daje system, tylko dlatego, żeby być wolnym.

G.M.: Nie do końca jestem tego pewien. Poza tym zależy jeszcze o jakim systemie będziemy mówić. Ale nawet w państwowym i społecznym istnieją silne osobowości, które potrafią porzucić swoje dotychczasowe życie i – pomimo wielu trudności – rozpocząć wszystko od nowa. O takich jednostkach można powiedzieć, że kreują swoją egzystencję. Lecz pragnienie bycia wolnym powoduje również, że człowiek skazuje się na samotność. Ludzie zaś wolą być w najgorszym tłumie niż w najlepszej samotności. Trzeba więc przyznać, iż w większości przypadków człowiek przedkłada bezpieczeństwo nad wolność. Na przykład niektórzy przestępcy, mający na koncie długoletnie wyroki, nie potrafią już żyć na wolności i za wszelką cenę szukają pretekstu, żeby móc powrócić do więziennej społeczności. Tam jest po prostu ich system i świat, który rozumieją i w którym czują się wolni. To zresztą zupełnie zrozumiałe zjawisko. Jeśli w siedemnastym wieku kryminalista szedł do więzienia na piętnaście lat, to po wyjściu na wolność zastawał taką samą rzeczywistość. Dzisiaj natomiast tempo życia jest zawrotne. Wystarczy na kilka lat wyłączyć się ze świata i już trudno się w nim na powrót odnaleźć.

W.S.: Jeśli weźmiemy pod uwagę, że o wolność walczyli również Stalin i Hitler, to okaże się, że wartość ta wcale nie musi być czymś pozytywnym i różnie ją można interpretować. Na dobrą sprawę również seryjny zabójca – mordując prokuratora, który prowadzi jego sprawę – może powiedzieć, że pragnie zapewnić sobie wolność i dlatego pozbawił prokuratura życia. Nie będzie miał racji?

G.M.: Po drugiej wojnie światowej w świadomości Europejczyka wolność stała się faktem, a nie wartością, do której ludzkość powinna dążyć. Zresztą Adorno wszelką kulturę po Oświęcimiu określił bardzo radykalnie: jako „śmietnik”. Ale Hiroszima, Nagasaki i miliony trupów w obozach koncentracyjnych uświadomiły również człowiekowi jego moc. Potęga tej mocy wzmogła się wraz z rozwojem nauki. Być może przywódcy Stanów Zjednoczonych i Rosji nie są wariatami, i nie użyją bomby atomowej. Warto jednak zapytać, co by się stało, gdyby taką bombę miał przywódca Kuby, Iraku albo Libii. W Stanach Zjednoczonych wydano zakaz przeprowadzania eksperymentów z klonowaniem ludzi. Natomiast władze Iraku zaprosiły do swojego kraju wszystkich naukowców, którzy mają zamiar robić badania w tej dziedzinie. Oto wolność, która stała się faktem. Zamiarów i marzeń człowieka nic ograniczyć nie zdoła. Dodam przy tym, że uważam za głupotę zakazywanie przeprowadzania badań nad klonowaniem ludzi. Być może właśnie one pokazałyby, iż sklonować człowieka nie sposób, a to byłoby jednym z najdonioślejszych dowodów na naszą wyjątkowość w przyrodzie.

Grzegorz Mitrowski, Wojciech Szczawiński Dziecięce pytania każdego z nas, Wydawnictwo Telbit 2000

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Wolność

  1. egoistin pisze:

    Mam do Pana pytanie, trochę z innej beczki, ale wciąż filozoficzne:
    czy cogito ergo sum tlumaczymy jako mysle, wiec jestem, czy poznaje, wiec jestem?
    W jednym z filimkow na yt W. Eichelberger tlumaczy, ze cogito ergo sum nalezy rozumiec jako poznaje wiec jestem. Jednak czasownik poznaje to cognoscere a nie cogito, wiec jak to jest.
    Prosze o odpowiedz, bo nie moge przez to spac. A moze tak jest, ze Kartezjusz myslal o poznaniu a uzyl nieprzemyslanie czasownika cogitare.

  2. Anna Maria pisze:

    Czasami nie lubi się tych co myślą samodzielnie bo mogą być „niebezpieczni” dla tych co korzystają z gotowców. Jestem za samodzielnym myśleniem.

  3. Anka Mi pisze:

    Cytując Szymborska: Trzy słowa najdziwniejsze

    Kiedy wy­mawiam słowo Przyszłość,
    pier­wsza sy­laba od­chodzi już do przeszłości.

    Kiedy wy­mawiam słowo Cisza,
    niszczę ją.

    Kiedy wy­mawiam słowo Nic,
    stwarzam coś, co nie mieści się w żad­nym niebycie.

    Odważę się dodać, że wg mnie z Wolnością jest podobnie.
    Gdy zaczyna się o niej myśleć, co gorsza, mówić, Ona znika :).

    Zaś co do wolności ‚fizycznej’, to ta od głodu, choroby i niemocy, których pełno dziś na Świecie, wydaje się największym skarbem.

    Dobrze jednak czasem mieć pretekst do tego, by nad rzeczywistością solidnie się zastanowić. Za to tę stronę cenię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s