O wpędzaniu siebie w niemoc

Ile to razy ludzie przeżywają tak koszmarne rzeczy, że powinni natychmiast postradać zmysły. Tymczasem wcale nie wariują. Choćby – w większości – więźniowie kacetów. A innym wystarczy zwykłe, szare życie i – krach. Już się smażą w ogniu obłędu (Jerzy Krzysztoń, Obłęd).

Każdy z nas staje nieraz w obliczu dramatów. Bez względu na ich jakość oraz rozmiar, zwykle odnosimy wrażenie, iż są one największymi tragediami na świecie. Na nic więc pocieszenie, że czasami inni mają w życiu znacznie gorzej niż my.

To naturalne, że w obliczu zdarzeń, które zdają się nas przerastać i wytrącają z normalnego rytmu życia, odczuwamy dyskomfort. Ale jego natężenie w dużym stopniu zależy od tego, w jaki sposób konfrontujemy się z zaistniałymi problemami. Jesteśmy tym, co o sobie myślimy. Wszystko, czym jesteśmy, wynika z naszych myśli. Naszymi myślami tworzymy świat – nauczał Siddhartha Gautama zwany Buddą. Ten, kto pouczenia Buddy, Jezusa czy na przykład Mistrza Eckharta uważa za nazbyt patetyczne albo nieprzystające do obecnych realiów, może sięgnąć do modnego obecnie NLP. Programowanie neurolingwistyczne zagadnienia te ujmuje niemal identycznie.

Nasze ego ma to do siebie, że uwielbia dodawać mocy negatywnym emocjom, które przeżywamy, śrubować je do kuriozalnych rozmiarów i pędu. Najczęściej robi to w taki sposób, żeby trudna sytuacja, z jaką mamy do czynienia, wydawała się bez wyjścia, urastała niemal do rangi katastrofy, a nawet wpędzała nas w poczucie, iż jesteśmy największymi ofiarami losu.

Zwykle nie dostrzegamy tego dualizmu. Często nawet nie chcemy rozumieć, że narastające w nas poczucie beznadziei posiada w istocie dwa źródła: jedno rzeczywiste, uzasadnione – związane z trudną sytuacją, z którą mamy do czynienia, drugie natomiast – o wiele bardziej potęgujące odczucie frustracji – bierze się z iluzji generowanej przez negatywne wyobrażenia, jakie, w związku z tą sytuacją, sami tworzymy, a nawet pielęgnujemy, w umyśle. Im staranniej dokonujemy takiej pielęgnacji, tym większą niemoc w sobie odczuwamy.

W zderzeniu z każdym życiowym problemem należy postawić zasadnicze pytanie: jak bardzo podkręcam w sobie negatywne emocje w obliczu trudnej sytuacji, z którą mam do czynienia, na ile sam siebie wpędzam w niemoc oraz czarnowidztwo? Podstawową kwestią jest tu zdolność do neutralnej samoobserwacji, czyli rozróżnianie w sobie dwóch sfer: ja autentyczne oraz moje ego.

Antoine De Saint-Exupery w jednym z opowiadań opisał poszukiwania pilota, który rozbił się w niedostępnych, pustynnych górach. Po kilkunastu dniach, gdy zwątpiono już w jego odnalezienie, ktoś zauważył człowieka idącego powoli pasem startowym. Był to ów pilot. Szedł pomimo tego, że miał złamaną nogę. Na pytanie kolegów, jak zdołał w skrajnym wycieńczeniu i bólu przebyć tak ogromną odległość, odpowiedział: Nie myślałem o niczym. Koncentrowałem się tylko na robieniu jednego kroku. A potem dodał: Żadne zwierzę by tego nie zrobiło.

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O wpędzaniu siebie w niemoc

  1. KazikŁ pisze:

    nic dodać, nic ująć….

  2. egoistka pisze:

    Cala sztuka rozroznic ego od ja prawdziwego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s