Bzdurne autoanalizy

Źródło: OnaOnaOna.com

„Jestem beznadziejna, jestem genialna”. „Jesteś okropna, ona jest super”. Oceniamy siebie, oceniamy innych – codziennie, świadomie lub nie. Jaką moc ma myśl i słowo? Czy jesteś taka, jak o sobie myślisz? Czy przyklejając łatkę, tworzysz prawdziwy obraz człowieka? Dołując się lub gloryfikując – co tak naprawdę sobie robisz? Dziś o tym Wojciech Szczawiński.

Afazja to zaburzenie mowy. Dla sceptyków pirrońskich termin ten oznaczał jednak całkowite powstrzymywanie od wydawania sądów na temat rzeczywistości, czego efektem była ataraksja – postawa niewzruszoności, duchowej i umysłowej harmonii. Starożytni Grecy zrozumieli więc to, o czym przed nimi nauczał Budda, po nich zaś Jezus. Naturalnie powstrzymywanie się od wydawania sądów na temat rzeczywistości staje się równoznaczne z zaprzestaniem sądzenia samego siebie. Każdy z nas jest przecież elementem tego świata.

Dokonujemy głębszych bądź płytszych analiz na temat tego, kim jesteśmy, jacy jesteśmy i jak znajdujemy siebie w otaczającej nas rzeczywistości. Z takiego dumania zwykle wychodzi nam na to, że albo uchodzimy we własnych oczach za beznadziejnych, albo wspaniałych – zależy od czasu oraz okoliczności. Albo więc sami siebie potępiamy, albo gloryfikujemy. To jedna z największych egocentrycznych iluzji. Tymczasem nikt nie jest tym, za kogo się uważa. Jeśli autoanaliza służy nam do wydawania sobie cenzurek oraz przypinania do własnej piersi rozmaitych etykiet, to lepiej dajmy sobie spokój z autorefleksją i wytrenujmy w swoim umyśle stan bezmyślności cechujący na przykład amebę.

Wartość twórczej, konstruktywnej autoanalizy nie ma nic wspólnego z katowaniem siebie wyrzutami sumienia, wyobrażeniami własnej marności czy popadaniem w samouwielbienie. Polega ona wyłącznie na tym, że zyskujemy głęboką świadomość tego, jak ogromnie manipulujemy sami sobą. W ten sposób uczymy się również miłości własnej. Taka miłość to przecież stan wewnętrznej harmonii, a nie ciągłego rozbiegania myślami pomiędzy biegunami odczuwania zadowolenia, żalu czy też spieranie się z samym sobą o to, kim się jest: istotą złą, dobrą, interesującą, nudną, atrakcyjną itd. Szkopuł w tym, że wielu z nas taką gonitwę myśli uznaje za coś naturalnego, podobnie jak ocenianie bliźnich.

A sumienie? Dajmy sobie z nim spokój. W procesie socjalizacji głos naszych sumień został perfidnie zmanipulowany. Co więcej – sami nim manipulujemy. Zwykliśmy kierować się bardziej społecznymi normami i egocentrycznymi wyobrażeniami niż głosem naszych sumień. Im wcześniej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej.

Nierzadko nawet do głowy nam nie przychodzi, jak kolosalną krzywdę wyrządzamy sobie i bliźnim przez wystawianie różnego typu cenzurek. A przecież nasz stosunek do otoczenia opiera się głównie na tym, w jaki sposób odnosimy się sami do siebie. Jeśli nie żyjemy w zgodzie z samymi sobą, nie możemy odczuwać harmonii ze światem zewnętrznym. Nie darząc samych siebie szacunkiem, nie jesteśmy w stanie okazywać go bliźnim. Proste. Niektórzy uważają jednak, że autogloryfikacja to nie narcyzm, lecz umacnianie w swoim umyśle wiary we własne możliwości – samoakceptacja. Natomiast samopotępienie to, zdaniem wielu, przejaw pokory oraz skromności. Cóż… Osobowość narcystyczna może też przejawiać się w autonegacji. Zbyteczna pokora tak samo pozbawia sił jak zarozumiałość – pisała Eliza Orzeszkowa. Obsesyjne odczucie własnej nicości to nie pokora, bynajmniej! Trochę, troszeczkę pokory. Tego potrzebowałbym bardziej niż ktokolwiek. Ale od tego odczucia własnej nicości wprost pęcznieję z dumy – zauważał rumuński filozof Emil Cioran.

Kochaj i czyń, co chcesz – to słowa św. Augustyna. Prosta rzecz: jeśli kochasz siebie i wszystko, co wokół, to – cokolwiek byś robił, człowieku – żadnej krzywdy ani sobie, ani światu nie wyrządzisz. Tymczasem uporczywe przypisywanie sobie cech pozytywnych bądź pielęgnowanie odczucia własnej małości w równym stopniu staje się oznaką braku miłości i do siebie, i świata. Jedno i drugie to nic innego jak tylko bzdurne wymyślanie siebie, czyli niszczenie przez człowieka tego, kim jest naprawdę – unicestwianie bycia sobą na własne życzenie.

Jesteśmy tym, co o sobie myślimy. Wszystko, czym jesteśmy, wynika z naszych myśli. Naszymi myślami tworzymy świat – nauczał Siddhartha Gautama zwany Buddą. To niezwykle prawdziwe i inspirujące stwierdzenie.  Ale przecież nawet najbardziej oświecone umysły doznawały rozmaitych emocji – zarówno negatywnych, jak i pozytywnych. Emocje to ludzka, naturalna rzecz. Dlatego w zen powiada się: Człowiek doskonały używa swego umysłu jak lustra, które niczego nie przechwytuje, niczemu nie przeczy. Otrzymuje, ale nie zatrzymuje. Z kolei hinduski mistyk i psychoterapeuta Anthony De Mello radził: Niczego się nie wyrzekać, do niczego się nie przywiązywać.

Zanim po raz kolejny zaczniemy osądzać samych siebie i poddawać się bzdurnym autoanalizom, czego skutkiem stanie się narastanie w nas poczucia niskiej wartości bądź samouwielbienia, przemyślmy następujące słowa (zaczerpnąłem je z portalu Neurointuicja.pl): Nigdy nie byłeś lękiem. Nigdy nie byłeś strachem. Nigdy nie byłeś smutkiem. Nigdy nie byłeś złością. Nigdy nie byłeś zazdrością. Nigdy nie byłeś cierpieniem. I nigdy nie będziesz. Odczuwasz je, ale nigdy nimi nie jesteś i nie będziesz. Jeśli się z nimi utożsamisz, powiesz: „To ja”, wprowadzą się do twojego życia i zostaną z tobą tak długo jak będziesz tego potrzebował. I będą podejmować za ciebie życiowe decyzje. Daj im uwagę, pozwól istnieć, ugość, wysłuchaj, a potem pożegnaj jak podróżnych odwiedzających twój dom. Odejdą tak, jak przyszli.

Pozbawiona ocen autorefleksja jest wspaniałą umiejętnością i jedyną metodą na to, byśmy poznawali, kim naprawdę jesteśmy. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób dokonujemy autoanalizy. Wszystko jest stanem naszego umysłu, nie okoliczności zewnętrznych.

Wojciech Szczawiński

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Bzdurne autoanalizy

  1. widokzokna pisze:

    Neurointuicja.pl? Prawdy głosi oczywiste i uniwersalne jak świat światem, tylko ta metoda czary-mary-naprawię-twoje-życie-w-5-minut psuje efekt.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s