WOŚP-owego cyrku nie lubię, ale…

Źródło: Onaonaona.com

Jeden z trudniejszych tematów początku tego roku. Może najtrudniejszy. Ważny tak, że byłoby dziwne, gdyby nasz felietonista go przemilczał. Liczymy na Waszą dyskusję na Forum. Śmierć i Orkiestra. Brzmi kontrowersyjnie? Nie szkodzi. Warto rozmawiać. 

Nie będę ukrywał, że Finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy psychicznie mnie uwierają. Dzieje się tak wyłącznie dlatego, że nie lubię cyrku oraz egzaltacji. Mam odruch wymiotny, kiedy widzę te wszystkie podskoki, pląsania i histeryczne porykiwania „Sie ma!”. Z drugiej strony – zdaję sobie sprawę, że bez tego cyrku działania fundacji Jerzego Owsiaka byłyby znacząco mniej efektywne. Masy widowiska cyrkowe uwielbiają. Bez rozmachu i fajerwerków zasięg nawet najbardziej szlachetnych projektów staje się społecznie ograniczony.

Gdyby pieniądze przeznaczane na samo tworzenie WOŚP-owego show również zasilały konta fundacji Jerzego Owsiaka, pewnie zebrałaby się spora suma. Kto wie, czy nie przewyższająca nawet kwotę, jaką przynosi licytacja złotych serduszek i innych przedmiotów wystawianych na aukcję w dniu Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? Ale normalnie i spokojnie się nie da. Cyrk porywa uniesieniem zbiorowość i skłania ją do szlachetnych gestów – podręcznikowy przykład działania psychologii tłumu.

Cyrku WOŚP-owego nie lubię, ale krańcowo żywiołową niechęć odczuwam wobec wszelkich ideologicznych ataków na fundację Jerzego Owsiaka. I, proszę: niedawno poglądy swe wyjawił światu niejaki senator Jan Filip Libicki (PO). Zadeklarował z żalem, że 13 stycznia wycofuje się ze wspierania Orkiestry w Obornikach, ponieważ nie ma pewności, czy pieniądze zbierane na seniorów nie będą wsparciem idei eutanazji. Oby ta ostrożność nie okazała się wielkim grzechem zaniechania.

Burza rozpętała się po publikacji wywiadu z Jerzym Owsiakiem na portalu Dziennik.pl. Dyrygent WOŚP powiedział w nim: Boję się zniedołężnienia. A najbardziej dysfunkcji, o których człowiek nie wie, jak demencja, alzheimer. Te choroby dotykają nie tylko seniora, ale wszystkie osoby, które żyją w jego otoczeniu, często wręcz degradują całe rodziny. W takich momentach pojawia się ostrożnie podejmowany u nas temat eutanazji. Ja bym się nie bał rozpocząć dyskusji na ten temat. Osobiście dopuszczam taki sposób pomocy, bo – ja to tak rozumiem – eutanazja to dla mnie pomoc starszym w cierpieniach.

Osobiście w pełni zgadzam się z Jerzym Owsiakiem. Chociażby dlatego, że widziałem w hospicjach cierpienie i bezsilność ludzi w stanie terminalnym oraz ich bliskich. Jego wypowiedź brzmi więc dla mnie bardzo ludzko, prawdziwie i humanitarnie. I – co najistotniejsze – o niczym nie przesądza. Natomiast sprzeciwiam się opinii Jana Filipa Libickiego, który napisał na swoim blogu, że słowa prezesa WOŚP to powolna próba oswajania opinii publicznej z eutanazją. A co tu można oswajać, senatorze? Pojęcie eutanazji nie jest niczym nowym. Dyskusja o „dobrej śmierci” toczy się od lat. Po raz pierwszy słowo „eutanazja” pojawiło się w V w p.n.e. w komedii Kratinosa, a w Żywotach cezarów Swetoniusza zawarty jest opis zgonu Oktawiana Augusta (63 r. p.n.e.-14 r. n.e.), który pragnął z tego świata odejść w spokoju, bezboleśnie i świadomie, co zresztą osiągnął.

Senator Libicki nie zamierza oswajać z eutanazją, chce zamknąć nam usta i zasłonić uszy. Stwierdza: To jest próba dyskusji o przekroczeniu granicy, poza którą kolejną granicę trudno postawić. I właśnie dlatego otwieranie tej dyskusji o wyjęciu korka z puszki Pandory jest najgłębiej niewłaściwe. Piszę to oczywiście także z punktu widzenia nauki Kościoła, ale przecież także na gruncie prostej logiki.

Panie senatorze, po pierwsze – to nie była puszka, lecz gliniana beczka Pandory, po drugie – prosta logika jest taka, że człowiek od zarania dziejów dał sobie prawo do ustalania wszelkich granic. Od dawna bawi się w Pana Boga. Twierdzenie, że jest inaczej, świadczy albo o skrajnej obłudzie, albo umysłowej ślepocie. Dowody na takie zabawianie się w Stwórcę można mnożyć, nie tylko na polu współczesnej medycyny. Czy – prawomocne i uważane moralnie za słuszne – sadzanie bliźnich na krzesłach elektrycznych albo palenie kobiet na stosach wyrokami Świętej Inkwizycji bądź na przykład masakra Muzułmanów i Żydów w 1099 r. to nie wchodzenie przez człowieka w Boską rolę? Kronikarz Rajmund tak opisywał tamto bestialstwo: To był prawdziwy, zdumiewający wyrok Boga nakazujący, aby miejsce to wypełnione było krwią niewiernych. Podczas Krucjaty Albigeńskiej, jakiej celem było wymordowanie Katarów, papież Innocenty III zaoferował każdemu, kto chwyci za broń, oprócz Boskiego zbawienia, również ziemie i majątek heretyków.

Najbardziej odpychające w pańskiej wypowiedzi jest to, że wmawia pan opinii publicznej, iż o pewnych sprawach nie należy dyskutować – o czymś się nie mówi, znaczy: problemu nie ma. Tak, to prosta, amoralna, wyrachowana politycznie logika wyrządzająca społecznie ogromne szkody. Uważam więc, że dobrze się stanie, jeśli wyznawcy tego rodzaju logiki nie będą wspierali WOŚP-u. Utożsamianie takich osób z Orkiestrą byłoby sporą szkodą dla wizerunku fundacji Jerzego Owsiaka oraz idei, jaka przyświeca jej działaniu – nie tylko w dniu Wielkiego Finału.

Trzeba się chyba bardzo mocno uderzyć w głowę, by kwestionować działania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Owszem, WOŚP-owego cyrku nie cierpię. Powiem więcej: w dniu Finału nie włączam telewizora, by ustrzec się przed zobaczeniem rozhisteryzowanych dziennikarzy albo tłumu wykrzykującego egzaltowane „Sie ma!”. Kiedy jednak wrzucam pieniądze do puszki wolontariusza z identyfikatorem opatrzonym czerwonym sercem, ważne jest dla mnie tylko to, że Fundacja Jerzego Owsiaka działa transparentnie, a efekty poczynań tej organizacji pozarządowej widać chociażby w szpitalach całej Polski. Tacy ludzie, jak Owsiak, są chorzy na uczciwość. Dlatego należy ich popierać, a także cenić za odwagę głoszonych przez nich poglądów. Nawet jeśli te poglądy budzą społeczne kontrowersje.

Inna rzecz, że popieram Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy nie ze względu na takie czy inne zapatrywania jej prezesa, ale wyłącznie na skutek efektywności, z jaką gra. W tym roku zrobi to już po raz 21. Wielka chwała jej za to.

Wojciech Szczawiński

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „WOŚP-owego cyrku nie lubię, ale…

  1. Tomasz Gzowski pisze:

    Szanowny Redaktorze, ze zdziwieniem muszę przyznać, że powyższy tekst skierowany do pan senatora oddaje moje poglądy w tej sprawie. Trochę mnie to martwi, bo nie lubię się tobą zgadzać.

  2. Robert S pisze:

    Właśnie tak. Też tego cyrku nie lubię, ale zdjaę sobie sprawę że jest on niezbędny dla sukcesu dobrej idei.

  3. Pingback: Mózg w pięcie | Drobina szczawiu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s