Jeżeli p to q

„Faceci są jak dzieci”, „Facetom tylko jedno w głowie” – przywykłem do tego rodzaju stwierdzeń wygłaszanych przez kobiety. Podchodzę już do nich z pobłażliwością. Może w intelektualnej rozciągłości oraz głębi tych spostrzeżeń jakaś prawda tam tkwi. Nie ma sensu wszczynać dyskusji. Kobiet i tak nie przegadasz. Zresztą ustaliłem niedawno z kolegami przy wódce, że paniom myślenie logiczne jest obce.

Reguła logicznego wynikania brzmi: „Jeżeli p to q”. Według niej toczy się ten świat. Jednak, dla kobiet, to „p” równie dobrze może oznaczać „c”, „x”, a nieraz „z”. Trudno w ich myśleniu czasami się połapać. Bywają też momenty, w których – zależnie od nastroju kobiety – „p” odnosi się do jakiegoś znaku cyrylicy, w najlepszym przypadku – alfabetu mongolskiego. To nie prawa logiki kierują rozumowaniem kobiet. Ich myśleniem rządzą emocje. Dlatego wielki kobieciarz de Balzac zauważył, że mężczyzna, który sądzi, iż zna się na kobietach, jest głupcem. Pełna zgoda, panie Honoré!

Jakiś czas temu rozmawiam na przykład z D. Omawiamy sprawę służbową. Tłumaczę jej problem najprościej, jak potrafię, wysuwam logiczne argumenty, „jeżeli p to q”. I w swojej umysłowej ograniczoności liczę na to, że zostanę przez D. zrozumiany. Prowadzę przecież dyskusję z człowiekiem przy zdrowych zmysłach. D. skończyła dwa fakultety studiów wyższych, w liceum olimpiadę z historii wygrała, oczytana jest. Nieraz też podkreśla, że myśli jak mężczyzna. Ale gdzie tam! W odpowiedzi na moje „jeżeli p to q”, słyszę w słuchawce szloch. „Jak możesz tak myśleć… – ponuro chlipie mi w ucho, bo rozmawiamy przez telefon. – Ty jesteś przeciwko mnie… Ja tego nie rozumiem… Jak możesz się tak zachowywać… Co ja ci zrobiłam…”. Słucham oniemiały tych jęków. Przecież w żaden sposób nie odnoszą się do wysuwanych przeze mnie argumentów. Usiłuję więc ponownie, bardzo taktownie, wyłuszczyć całą rzecz. I – słowo honoru – w swojej sięgającej himalajskich szczytów naiwności nie liczę już nawet na to, iż D. przyzna mi rację. Otóż głupota moja polega na tym, że kontrargumentów od niej oczekuję. I co? Ano to, że im dłużej mówię, powtarzając „jeżeli p to q”, tym moja rozmówczyni głośniej chlipie mi w ucho. A przecież nie komunikuję, że ją zdradziłem, że porzucam dla innej kobiety, że mam ją za nic. Nie przedstawiam żadnego egzystencjalnego dramatu. D. jest moją koleżanką z pracy. Kwestię służbową omawiamy. I nic. Kulą w płot. Rozmowa dobiega końca, problem pozostaje nierozwiązany, natomiast ja, po odłożeniu słuchawki, nabieram przekonania, iż wyrządziłem D. potworną krzywdę. A może kobietom o to właśnie chodzi, żeby mężczyźni czuli się winni? Kto wie?

Z kobietami trzeba inaczej. Różnica między mężczyzną i chłopcem polega na rozumieniu, iż reguły logicznego myślenia nie obowiązują żeńskiej części ludzkości. Absolutnie nie można wymagać ich od kobiet. Pod żadnym pozorem. Chłopiec tego nie pojmuje, natomiast mężczyzna doskonale o tym wie. Przyznam, że w tym aspekcie wyrosłem z krótkich spodni dopiero przed czterdziestką. Zresztą nie ja jeden. Chyba dlatego twierdzi się, że mężczyzna pełną dojrzałość uzyskuje między czterdziestym a pięćdziesiątym rokiem życia. A dojrzałość ta polega głównie na tym, że, słuchając emocjonalnych wywodów kobiet, my, mężczyźni, potrafimy zachować milczenie. Siedzimy cicho nawet kosztem wyrastających wrzodów w naszych żołądkach. A im mężczyzna jest dojrzalszy, tym dłużej przy kobiecie w ciszy wytrwać potrafi. Ot co.

Dzisiaj – jako mężczyzna czterdziestopięcioletni – rozmawiam z D. zupełnie inaczej niż dawniej. Kiedy słyszę, że moje „jeżeli p to q” wywołuje chlipanie interlokutorki, mówię powoli zamyślonym i rozczarowanym tonem: „Wiesz… Spodziewałem się innej reakcji z twojej strony, moja droga… Sądziłem, że jesteśmy przyjaciółmi… Fatalnie teraz się czuję, taką gorycz w sercu moim wywołujesz… Naprawdę mi przykro… Nie zasłużyłem sobie na to, żebyś myślała o mnie w ten sposób”. I co? Ano to, że, po takich emocjonalnych wynurzeniach z mojej strony, D. zaczyna mnie przepraszać, zapewniać o swojej przyjaźni oraz przywiązaniu. Po upływie godziny telefonuje nawet powtórnie i pyta, czy mój zły nastrój minął. Ona czuje się winna, nie ja. Również w tym przypadku problem, którego miała dotyczyć rozmowa, zostaje nietknięty. Ale co tam problemy… Problemy tego świata mężczyźni muszą rozwiązywać sami.

Rzecz jasna istnieją problemy, których mężczyźni nigdy i żadną siłą rozwiązać nie zdołają. W ich obliczu najtęższe umysły nauki czują się bezradne. Problemom tym podporządkowany jest niemal cały kobiecy świat. „W co się ubrać?”, „Czy w tych dżinsach nie mam za dużego tyłka?”, „Czy ta fryzura mnie nie postarza?” – arcypoważna to rzecz, przyznać trzeba. Istnieją przecież tabuny dziennikarzy specjalizujących się w rozwiązywaniu takich dylematów, całe gazety nimi się zajmują, telewizyjne programy kwestiom tym się poświęca, miliardy dolarów rocznie ich rynek pochłania na świecie. Nawet problemy równouprawnienia płci zdają się wobec tych kluczowych zagadnień niezauważalne bądź błahe.

Męski żywot to bajka. Przykładowo na wytworne bale czy kolacje każdy mężczyzna ubiera się tak samo, zakłada frak. Umysłu Einsteina ta czynność nie wymaga. Tymczasem panie nie dość, że muszą dbać o elegancję, to jeszcze zmuszone są wykazywać się dalekowzrocznością, uruchamiać cały potencjał swojej intuicji – bacznie zważać na to, by nie założyć podobnej kreacji do sukni innej uczestniczki takiego przyjęcia. I kto wie? Może właśnie życie pośród tego rodzaju nieustannych napięć: ciągłej niepewności o to, czy wygląda się dość młodo, lepiej od koleżanek z biura, przyjaciółek albo sąsiadek, czy noszona sukienka jest wystarczająco seksi, czy torebka pasuje do garsonki i czy sweterek właściwie podkreśla figurę, wypaliło, niczym żelazem, zdolność logicznego myślenia z umysłu kobiet? Przecież ludzki mózg ograniczoną pojemność posiada, ma określoną w czasie zdolność przetwarzania danych.

Pamiętajcie, chłopcy (mężczyźni doskonale o tym wiedzą), jeśli kobieta pyta was, jaka część jej ciała podoba się wam najbardziej, odpowiadacie zawsze w zachwycie: „Cała jesteś piękna!”. Bo jeśli, w zgodzie z własnym poczuciem estetyki, powiecie: „Nogi”, „Ramiona”, „Piersi” albo „Twarz”, to już po was. Do końca życia katowani będziecie złowrogo brzmiącymi pytaniami w stylu: „Twarz? A moje biodra, uważasz, za szerokie są?!”. Albo: „Mówisz, że piersi mam ładne. A reszta mnie ładna nie jest czy jak?!”. Bez względu na to, jak wymyślnych tłumaczeń zaczniecie wówczas używać, szlaban na seks dostaniecie jak amen w pacierzu (w najlepszym razie). Zapewne z wyjściami na piwo, bilard, golf w towarzystwie kumpli też się pożegnacie. Żaden romantyzm wam wtedy nie pomoże, żadne prezenty dla waszych kobiet. A jeśli chcecie zmarnować sobie życie, używajcie wobec nich logiki, to znaczy mówcie kobietom prawdę. Ja, przyznaję, czasami to robię. Dlatego – dla własnego bezpieczeństwa – w starokawalerskim pozostaję stanie.

„Faceci są jak dzieci”, „Facetom tylko jedno w głowie”. Cóż…

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Jeżeli p to q

  1. Peter pisze:

    Great is not it. I agree with the author 100%.

  2. yossi pisze:

    Jak tak Pana czytam, to zaczynam sie znowu bac, ze jestem kobieta 😉
    a juz mi sie zdawalo, ze sie tak cudownie do tego przyzwyczailam…
    a Faceci ?! swiat bylby nudny bez was!

  3. Dana pisze:

    Wiesz co? Szkoda, że jesteś sam. Z taką mądrością życiową i podejściem do spraw damsko-męskich powinieneś być szczęśliwym małżonkiem. Nie mniej jednak z dużym zainteresowaniem czytam Twoje teksty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s