Pofestiwalowe pytanie

Źródło: Onaonaona.com

Daje nam po głowie, oj daje nasz Felietonista. Ale czy na pewno to złośliwa lekcja? Nie. Warto się czasem zastanowić, czy określenie „pójść za ciosem” działa w naszym życiu. Jeśli nie działa – po co cios? Wojciech Szczawiński wywołuje dyskusję o sensowności przeżywania poruszających uniesień.

Emocje – nawet te najwznioślejsze – mają to do siebie, że przemijają. Kiedy w nas przebrzmią, zazwyczaj wszystko wraca do normy. Na powrót wchodzimy w schematy codzienności oraz banał stereotypowego myślenia. Tak to już z nami jest. Niestety. Co, na przykład, zostało z uniesień, które towarzyszyły nam w pierwszych dniach po katastrofie smoleńskiej albo śmierci Jana Pawła II? Było, minęło, chociaż twierdzono, że wydarzenia te radykalnie odmienią nie tylko oblicze naszego życia publicznego, lecz także całego polskiego społeczeństwa. Ba, przypominam sobie, że po śmierci papieża nawet krańcowo zantagonizowani kibice dwóch piłkarskich klubów w Krakowie postanowili żyć w dozgonnej zgodzie. Zamiar ten obwieścili publicznie, w tonie świętego ślubowania. Gdy od pogrzebu Jana Pawła II upłynęły zaledwie dwa tygodnie, owi quasi-fani futbolu na nowo wzięli się za łby. Identyczny efekt przyniosła katastrofa smoleńska. Wbrew szumnym oraz pełnym patosu deklaracjom, niczego nie zmieniła w polskiej polityce – pozostała ona tak samo demagogiczna i prymitywnie arogancka jak przed 10 kwietnia 2010 r.

Bez względu na to, czy nasze emocje wiążą się z niezwykle doniosłymi, ogólnonarodowymi, wydarzeniami, czy są przeżywane przez niewielką grupę osób, ich natura – wbrew pozorom – przedstawia się podobnie. Daleki więc jestem od wartościowania takich bądź innych egzaltacji. Ich skutek dla naszych życiowych postaw staje się bowiem identyczny. Najczęściej jest on, niestety, żaden. Życie przynosi na to dowody. Czyż nie?

Temat Festiwalu „Teraz One. Kobiety dla kultury, kultura dla kobiet” celowo poruszam dopiero teraz. Czekałem aż opadną emocje związane z tym wydarzeniem. Przyznam, że podczas jego trwania uważnie śledziłem Forum Onaonaona.com. W tamtych dniach to miejsce iskrzyło wręcz pozytywną energią. Ulegały jej nawet One, które w festiwalu uczestniczyły tylko wirtualnie. „Jest czad! Jest szał!” – pisały Forumowiczki obecne w Łodzi. Wszystkim Paniom „rosły skrzydła”, zdawały się nabierać nowych, ożywczych sił do życia, zupełnie inaczej niż dotychczas spoglądać na świat.

Pytanie, które chcę dzisiaj postawić, brzmi: „Co zrobiłyście, Panie, z tymi radosnymi emocjami, jakie towarzyszyły Wam w trakcie festiwalu? Przebrzmiały już w Was one czy przekształciły się w jakąś konkretną i trwałą wartość, która odzwierciedla się teraz w Waszej codziennej postawie, zarówno wobec siebie, jak i otaczającej Was rzeczywistości?”. Naturalnie nie czekam na odpowiedź. Myślę jednak, że warto, by udzieliła jej sobie każda z Pań, która tak żywiołowo przeżywała to wydarzenie – inicjatywę, przyznaję, ogromnie cenną i potrzebną. Notabene Agatom Młynarskiej i Jakóbczak oraz pozostałym Organizatorom tego wydarzenia należą się ogromne słowa uznania. Zrealizowano bowiem projekt, o którego sukcesie niełatwo było wyrokować, podobnie jak trudno było przewidywać sukces portalu Onaonaona.com. Wspólna praca oraz autentyczna wiara we własny potencjał czynią jednak cuda. Chapeau bas! Mam nadzieję, że w przyszłym roku festiwal także się odbędzie i weźmie w nim udział jeszcze więcej kobiet.

Problem polega na tym, że inspiracje umykają nam, jeśli odwołują się jedynie do sfery emocji, lecz pozostają bez wpływu na stan naszej świadomości, to znaczy nie zmieniają postrzegania siebie oraz otaczającej rzeczywistości. Znam kobiety, które wieszają nad własnymi łóżkami karteczki z napisami „Jestem silną osobą!”, „Kocham siebie!”, „Tylko ja steruję własnym życiem!”. Albo: „Podążaj nieustępliwie za swoimi marzeniami!”. Moje znajome upajają się tymi hasłami. Ale kiedy z nimi rozmawiam, słyszę nieraz ogrom negatywnych komunikatów, jakie kierują pod własnym adresem, a co za tym idzie – utwierdzają się w tych przekonaniach. Mówią na przykład: „Czuję się taka bezsilna wobec życia”, „Ja to chyba jakaś głupia jednak jestem”. Albo: „E tam… Jaki mężczyzna zainteresuje się taką kobietą jak ja?”. Na karteczkach mają wypisane jedno, ale świadomość podpowiada im coś zupełnie przeciwnego.

Lao-tsy nauczał: „Wielcy mistrzowie milczą, wiele mówiący nie wiedzą, prawdziwej siły nie widać”. Trafnie też zauważył Ryszard Kapuściński, że naszą rzeczywistości możemy podzielić na trzy rodzaje: faktycznie istniejącą, życzeniową oraz wyobrażeniową. Zamiast więc upajać się komunałami, każdy z nas powinien zastanowić się najpierw nad tym, w jakiej rzeczywistości trwa. Jeśli na temat świata oraz siebie samego kieruje się myśleniem życzeniowym bądź wyobrażeniowym, oznacza to, iż musi radykalnie przebudować swoje postrzeganie. Dla własnego dobra powinien to zrobić. Czerpanie z życia satysfakcji polega przecież na działaniu, nie zaś na hipnotyzowaniu się sloganami czy przeżywaniu chwilowych ekscytacji.

„Ludzie nie żyją w tych kategoriach, w których myślą. Życie jest na tyle złożone, że nie układa się podług żadnej z wymyślonych przez ludzi idei” – pisał Søren Kierkegaard. Nie można odmówić racji spostrzeżeniu duńskiego filozofa. Gdyby chociaż połowa tego, co większość z nas mówi na temat piękna życia, wiary w siebie, samorealizacji albo miłości własnej oraz świata, była chociaż częścią naszej świadomości, to moglibyśmy przenosić przysłowiowe góry. Dlaczego tak się nie dzieje, to kwestia, którą każdy z nas samodzielnie tylko może rozstrzygnąć. Samo zaczarowywanie się obiegowymi sloganami żadnego pozytywnego skutku nie przyniesie. Naturalnie takie wydarzenia jak Festiwal „Teraz One” mogą dawać inspirację, ale prawdziwie wewnętrzna przemiana i poznawanie siebie dokonuje się tylko w sposób niezwykle intymny, z dala od wszelkich emocji i zgiełku świata.

Przed paroma dniami wpadła mi w ręce niewielka książka hinduskiego psychoterapeuty i mistyka Anthony’ego de Mello zatytułowana „Minuta Mądrości”. Przeczytałem w niej taką wskazówkę Mistrza:

– Rozumiejąc go – odrzekł Mistrz.

– A w jaki sposób mogę go zrozumieć?

– Opuszczając go.

– Jak więc będę mógł służyć ludzkości?

– Rozumiejąc samego siebie.

Wojciech Szczawiński

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s