Nerwowa czkawka asertywności

Źródło: Onaonaona.com

Tym razem Wojciech Szczawiński przesadził. Wiecie, co zrobił? W środku nocy wymusił na kobiecie zrobienie mu kanapki i herbaty. Co ona na to? Spełniła zachciankę bez szemrania. Słaba, uległa? Wręcz przeciwnie. Okazuje się, że nasz felietonista zadaje się z bardzo mądrymi kobietami. A asertywność ma silnego rywala: umiejętność nie przejmowania się tym, że ktoś zagraża nam swoim chciejstwem.

Około trzeciej nad ranem, gdy na wpół śpiąca L. leżała u mego boku z głową wtuloną w poduszkę, wpadł mi do głowy szatański pomysł. Postanowiłem przetestować swoją partnerkę, zwyczajnie i podle się nią zabawić. „Herbaty bym się napił” – powiedziałem dość ostentacyjnym tonem delikatnie, ale stanowczo poruszając kobiecym ramieniem. Znając hardość i feministyczne zacięcie L., czekałem na gromy. Spodziewałem się usłyszeć coś w stylu: „Chyba zgłupiałeś, by o takie rzeczy prosić mnie w środku nocy!”, „Nie jestem twoją służącą!”. Albo: „Nie masz rąk?! Sam sobie zrób! Filiżanki stoją w szafce nad zlewozmywakiem!”. Ale – ku mojemu ogromnemu zdumieniu – L. bez słowa podniosła się z łóżka, przeszła do kuchni i zaczęła przygotować napój. Moje roszczenie żadnego wrażenia na niej nie zrobiło. Po chwili, uśmiechając się z naturalną łagodnością, postawiła przede mną dymiącą filiżankę. „Proszę bardzo, kochanie – powiedziała. – Chcesz kucharkę, pielęgniarkę, dziwkę? Jestem do twojej dyspozycji”. Wspomnieć muszę, że owo bezpretensjonalne wyznanie nie do końca okazało się prawdziwe, a nawet całkowicie z prawdą się rozmijało. To jednak odrębna opowieść. Przy L. zrozumiałem, że jeśli mężczyzna spotyka kobietę swoich marzeń, to musi pożegnać się z innymi marzeniami. Na taką relację nie mogłem sobie pozwolić.

Naturalnie ktoś mógłby powiedzieć, że fakt, iż L. o trzeciej nad ranem była gotowa spełniać moje zachcianki, wynikał z jej totalnego, ogłupiającego zauroczenia mną. Zapewniam jednak: nic z tych rzeczy. Krańcowe zauroczenie L. moją osobą należy zanegować chociażby z tego powodu, że wiele roszczeń, jakie w stosunku do niej wcześniej i później zgłaszałem, trafiało w próżnię. „Wykluczone!” – słyszałem wielokrotnie od swojej długowłosej partnerki, która dobitnie zadawała kłam stereotypowi, że naturalne blondynki nie należą do istot najbardziej błyskotliwych, zaś posiadanie urody jest wprost proporcjonalne do braku mądrości.

Kiedy L. w środku nocy przygotowywała dla mnie herbatę, poczułem się nieco zdezorientowany. Obawiałem się, że mój diabelski test diabli wzięli. Dopiero po chwili przyszło mi do głowy, że, najwidoczniej, za słabo „dokręciłem śrubę” prowokacji. Powiedziałem więc: „Wiesz, księżniczko, zastanawiam się teraz, czy kanapeczki jakiejś bym nie zjadł”. I byłem w stu procentach pewien, że po takich słowach osiągnę zamierzony efekt. Niecierpliwie czekałem na wybuch feministycznego oburzenia L. Nie doczekałem się. Usłyszałem za to: „Naprawdę masz ochotę na kanapkę? Z przyjemnością zrobię ją dla ciebie”. Zaniemówiłem, przytkało mnie całkowicie. Poczułem się niczym dzieciak, któremu nie wyszedł długo i starannie szykowany psikus. Po paru minutach dostałem talerz z kromką chleba arcyestetycznie przyozdobioną szynką, pomidorem, jajkiem oraz ogórkiem. A kiedy L. na powrót ułożyła się w pościeli i usnęła, dotarło do mnie, jak potwornie silną musi być kobietą. W tamtej chwili przypomniałem też sobie słowa z Ewangelii wg Mateusza: „A jeśli cię kto uderzy w prawy policzek twój, nadstaw mu i drugi. A temu, który chce się z tobą w sądzie spierać i wziąć suknię twoją, odstąp i płaszcz” (chociaż jestem agnostykiem i nie utożsamiam się z żadnymi religijnymi ideologiami, to jednak zachwyca mnie wielka mądrość płynąca ze wskazań Jezusa albo Buddy).

Znane powszechnie Jezusowe słowa o nadstawianiu policzka i oddawaniu płaszcza nie są nakłanianiem do uległości. Wręcz przeciwnie – sugerują one postawę człowieka ogromnie silnego duchem, który posiada psychiczny komfort, by machać ręką na takie czy inne sprawy. Dumny i znający swoją wartość człowiek powie: „Chcesz mój płaszcz? A bierze go sobie, bardzo proszę. Żadna to dla mnie zniewaga. Bierz go i nie zawracaj mi głowy, bo mam ważniejsze rzeczy do roboty”. Tymczasem osobnik słaby, mający niską samoocenę, postąpi inaczej: zacznie się kłócić o ten płaszcz, wściekać, zawzięcie bronić swoich racji i opowiadać cuda na temat asertywności.

Naturalnie wspomniane przez Jezusa płaszcz oraz policzek to jedynie metafory. Tamtej nocy L. postąpiła ze mną dokładnie w myśl słów Nazarejczyka. Podświadomie rozumiała, że spełnianie moich fanaberii niczego nie ujmie z poczucia jej wartości czy dumy. Zresztą następnego dnia rozmawiałem z nią na ten temat. Wzruszając ramionami powiedziała: „Dla mnie to była drobnostka, tyle co nic. Gdybym nie chciała przygotować dla ciebie herbaty i kanapki, to bym ich nie zrobiła. Proste”. Fakt. O wykorzystywaniu możemy przecież mówić dopiero wtedy, kiedy ktoś poczuje się wykorzystywany. A wykorzystany czuje się tylko ten, kto jest psychicznie słaby. Ludzie silni takich doznań nie mają. Problem własnej asertywności nie zaprząta ich myśli.

„Uczmy się mówić «nie»” – radzą specjaliści. Niby chcą ułatwiać nam życie, wskazywać drogę samorozwoju, ale tak naprawdę – paradoksalnie – utwierdzają nas w przekonaniu, iż posiadamy w sobie tak niewiele wartości, że – posługując się tym „nie” – musimy z wysiłkiem ją chronić. Tymczasem mędrcy nauczają czegoś odwrotnego. Zdają się mówić: bądź wolny, człowieku, zrozum, że sam z siebie masz w sobie tak ogromny potencjał, iż nikt i nic nie jest w stanie odebrać ci twojej godności; musisz tylko zyskać świadomość swojej mocy, musisz przebudzić się z letargu, w jakim trwasz. Zamiast asertywności, mędrcy proponują więc wolność ducha i umysłu. „Nie można uczynić niewolnikiem człowieka wolnego, gdyż człowiek wolny pozostaje wolny nawet w więzieniu” – pisał Platon.

Czy nie jest drogą lepszą doskonalenie siebie, samopoznanie, uświadamianie sobie własnej siły oraz bogactwa niż koncentrowanie się na tym, by mówić ludziom „nie” w obawie, że mogą nadużyć naszej dobrej woli? Po jakie licho marnować energię na tego rodzaju czujność? „Chcesz mój płaszcz? A bierz go sobie”, „Przyniesie ci ulgę, jeśli mnie walniesz? Uderz więc” – powiadają prawdziwi mistrzowie życia. Te słowa nie są wynikiem lęku i słabości, nie są też przyzwoleniem na zadawanie gwałtu. One biorą się z ogromnej, doskonalonej przez lata siły umysłu.

Słabość dostrzega gwałt wobec siebie niemal wszędzie. Autentyczna potęga umysłu widzi sprawy takimi, jakimi są naprawdę. Dlatego niewieloma rzeczami czuje się dotknięta i na wiele pobłażliwie macha ręką. „A co mi tam” – wzrusza ramionami duchowy mocarz. Natomiast słabeusz wszędzie węszy podstęp i – w zamiarze bycia asertywnym oraz manifestowania własnego poczucia wartości – dostaje pewnie nerwowej czkawki na samą myśl o tym, że ktoś mógłby go wykorzystać. Przypuszczam, że tego rodzaju nieustanna czujność jest o wiele bardziej męcząca niż świadomość tego, że ktoś wystrychnął nas na dudka.

                                                                                                           Wojciech Szczawiński

PS Moje znajome, które czytały ten tekst przed publikacją na Onaonaona.com, stwierdziły, że postać L. zapewne wymyśliłem, bo żadna kobieta nie przerwałaby swojego snu po to, żeby o trzeciej nad ranem robić mężczyźnie herbatę. Ręczę więc swoim honorem: L. to postać autentyczna i zachowała się wobec mnie dokładnie w taki sposób, w jaki to opisałem.

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Nerwowa czkawka asertywności

  1. yossi pisze:

    Robienie herbaty o 3-j w nocy moze nalezy do rzeczy dziwnych, ale od czasu do czasu mozna zwyczajnie byc „mila”.
    Pewnosci nie mam, ale prawdopodobnie naleze do tych, ktore by te herbate podaly, z ta roznica, ze po herbatce sama chcialbym skonsumowac kanapke skladajaca sie z konsumenta herbaty,
    z nadzieja , ze jest glodny na mnie,a herbatka, to tylko zaproszenie do degustacji…

  2. antylopka pisze:

    Nie jest sztuką, być miłą od czasu do czasu. A jeśli już mówisz o zwyczajności, to właśnie zrobienie czegoś i nawet nie zastanawianie się nad tym – dlaczego się coś robi – jest sztuką. Bez oczekiwania na coś w zamian.

  3. amabilis2 pisze:

    Przeczytałam cały blog – spodobał mi się 🙂

  4. yossi pisze:

    … bede mila wtedy i tylko wtedy ,kiedy mam na to ochote, za „cos”, za „nic” , a na pewno nie mam ochoty na krytyke kogos kto mnie nie zna. Kreowanie sie na bezinteresownosc nie lezy w mojej naturze. Dlaczego wszyscy za wszelka cene chca byc taaaacy wspaniali!? Mnie nie zalezy.
    Lacze wyrazy szacunku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s