Spektakl katowania siebie

Kościół wzywa do uczestnictwa w sakramencie spowiedzi. Zatem posłużę się kolejnym fragmentem książki „W poszukiwaniu mistrzów życia – rozmowy o duchowości” (Tadeusz Bartoś, Wojciech Eichelberger, Wojciech Szczawiński).

Wojciech Szczawiński: Faktem wydaje się jednak, że nasza natura jest ułomna.
 
Wojciech Eichelberger: To nie nasza natura jest ułomna. Ułomne jest to, czym naszą Prawdziwą Naturę zasłoniliśmy – zasłona iluzji oddzielonego ego/ja, która nie pozwala nam dostrzec Życia, jakim jesteśmy. Nasze neurotyczne emocje oraz potrzeby, nasze zranione ego są najlepszą glebą dla grzeszności. Dlatego w każdej religii sprawą najwyższej wagi jest przebudzenie serca i umysłu. Dopóki kurczowo trzymamy się naszych nawykowych przekonań, uprzedzeń i myślowych stereotypów, dopóki absolutyzujemy naszą dualistyczną wiarę i wybraną przez nas metaforę religijną, uważając ją za jedyną i najlepszą – dopóty grzeszymy albo, jak mówią buddyści, tworzymy złą karmę, czyli przyczyny przyszłego cierpienia. 

WS: Chcesz powiedzieć, że również żal za grzechy powoduje wzmacnianie w nas fałszywej tożsamości?

WE: Może tak być, jeśli utkniemy w pokutniczej pozie, dzieląc się wewnętrznie na dwa: szlachetnego sędziego, który potępia i nienawidzi tego drugiego, czyli okropnego grzesznika.  Tworzymy w ten sposób dodatkową – niejako wewnętrzną – iluzję dwoistości, a duchowe poszukiwanie zastępujemy ponurym i jałowym spektaklem wewnętrznego katowania siebie. Na scenie naszej wyobraźni reżyserujemy melodramat wewnętrznych podziałów i wewnętrznej walki, która często pochłania całą naszą energie i uwagę. Uwięzieni na własne życzenie w takim autoagresywnym zapętleniu jesteśmy jednocześnie przekonani, że skazując samych siebie na piekło, uprawiamy rodzaj wzniosłej cnoty. W istocie jest to spektakl pychy ego/ja, które przebiera się w szaty boskiego sędziego, samo sobie zadaje ból i zwodzi nas z duchowej drogi. Samopotępieńcza mania koncentruje nasz umysł na grzechu, zużywa nasze duchowe i fizyczne siły, uniemożliwia zadośćuczynienie i pozytywne działanie, a tym samym wzmacnia grzech, tworzy złą karmę. Zamiast trwać w poczuciu winy i dokonywać aktów samokarania, otwierajmy się na to, co pozytywne, na to, co  sprowadza nas z powrotem na drogę cnoty. To jest dużo trudniejsze. Taką intencję dostrzegam w chrześcijańskim sakramencie spowiedzi, rozgrzeszenia i pokuty. 

Tadeusz Bartoś: Takiego wyzwalającego nastroju niekiedy rzeczywiście brakuje. Gdy cytowałeś zawołanie Gothamy: „Cudowne, przecudowne! Wszystkie istoty posiadają doskonałą i całkowitą Naturę Buddy”, przypomniały mi się słowa opisujące Boga stwarzającego świat: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre”. Niczym refren powraca to zdanie w opisie stworzenia w Księdze Rodzaju. Byłoby pięknie, gdyby świat w taki sposób się przed nami odsłaniał, by taki powracał do nas zawsze. Przypomnijmy też sobie słowa Jezusa, wypowiedziane w czasie Jego egzekucji: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedza, co czynią” (Łk 23, 34). Jezus uważał, że grzeszymy, bo zaburzona jest nasza świadomość (nawet ci, którzy Go zabili, nie wiedzieli, co czynią). Zatopieni egocentrycznie w sobie, tracimy z oczu rzeczywistość, krzywdzimy siebie i innych, bo nie rozumiemy ani siebie, ani świata, który nas otacza. Wyobrażamy sobie, co to znaczy być świętym, bezgrzesznym, tworzymy sobie modele duchowej czystości i próbujemy takie obrazki wcielać we własnym życiu. A tymczasem sprawy są prostsze, o wiele prostsze.

WE:. W buddyzmie nie ma pojęcia rozgrzeszenia. Jeśli ktoś stworzył we własnym życiu – obecnym lub przeszłym – przyczyny, które owocują negatywnymi, bolesnymi skutkami, to nie ma takiej mocy, która by go mogła od tych skutków uwolnić. Trzeba odcierpieć. Buddyjska koncepcja karmy mówi, że nie ma skutku bez przyczyny i przyczyny bez skutku, więc zawsze trzeba uważać na to, co się robi i jak się myśli. Lecz skrucha jest oczywiście bardzo ważna. Bo przyznanie się do błędu, przeproszenie i zadośćuczynienie osłabia wszechwładzę ego/ja oraz czyni  brzemię trudnej karmy – bolesnych konsekwencji – lżejszym. Najważniejsze jest jednak zrozumienie podstawowego mechanizmu grzechu – dualistycznego złudzenia oddzielenia – i podejmowanie nieustannego wysiłku w celu wyłączenia go. To jest najlepsze zadośćczynienie. Grzech i cierpienie przezeń spowodowane powinny w nas uruchamiać przede wszystkim motywację do pozytywnej zmiany, a nie do dalszego samoudręczania się. Grzech sam w sobie jest samoudręczeniem – bo w istocie grzeszymy przeciwko samym sobie.

WS: W Ewangelii Janowej zapisane są jednak słowa Jezusa: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20, 23). Ta wypowiedź sugeruje, że Jezus rozumiał, iż człowiek sam nie jest w stanie uwolnić się od grzechu; uzasadnia również chrześcijański  sakrament pokuty.

TB: Ewangelia według świętego Jana powstała dopiero około setnego roku naszej ery, niemal siedemdziesiąt lat po śmierci Jezusa. Trudno więc rozstrzygać, czy cytowana przez Ciebie wypowiedź pochodzi od samego Jezusa, czy też ze środowiska chrześcijan związanych z Janem. Słowa te jednak nie zawierają wskazówek, jak ma dokonywać się to uwolnienie od grzechu i na czym ono ma polegać. Spowiedź indywidualna w historii Kościoła to kwestia późniejsza. W Europie została spopularyzowana we wczesnym średniowieczu przez mnichów iroszkockich. Jezus nie mówi nic o spowiedzi indywidualnej.

WS: Negujesz sakrament spowiedzi?

TB: Tak powie człowiek, który boi się rozmowy, nie chce dociekać, uznaje, że tak jak jest, jest dobrze, i nie należy w tym nic zmieniać, ani nawet o tym rozmawiać. Wszelkie pytanie uznaje się za niebezpieczne. To oczywiście nie Ty, ale pytanie, które postawiłeś w formie twierdzenia, wygłoszą ludzie bojący się nowości teologicznej refleksji. Tymczasem problem z indywidualną spowiedzią jest dziś ogromny i nie należy od niego uciekać, niezależnie jakie rozwiązanie jawi się na horyzoncie. Tak, jak jest teraz, być nie może. Odejście od spowiedzi wielu ludzi motywuje przecież potrzebą dojrzałości, uwolnienia od dziwnego skrępowania moralnego przez obcego człowieka – duchownego wchodzącego w rolę sędziego, która nie przysługuje żadnemu człowiekowi – jest uzurpacją. O tym trzeba by rozmawiać, to nie są problemy akademickie. Odprawienie rytuału nie czyni nas uczniami Jezusa. Przeciwnie, Jezus ciągle powtarzał, że sam rytuał, nawet z zaangażowaniem spełniany, nie decyduje o bliskości Boga. Bóg już jest bliski, Jego Królestwo już jest. Nie potrzeba rytuałów sprowadzających Go na ziemię, pomiędzy ludzi. To jest pomylenie skutku z przyczyną. W rozumieniu sakramentów w Kościele mylimy skutki z przyczyną.

WS: To znaczy?

TB: Rytuał powinien być raczej skutkiem, znakiem bliskości Boga, Jego świętowaniem, uświadomieniem sobie, a nie czynnikiem sprawczym. Nasze ryty, nasze modlitwy, sakramenty, rozgrzeszenia, konsekracje, namaszczenia, nasze skupienie i zamodlenie nie wywołują Boga. On bowiem jest, zanim cokolwiek zaczęliśmy przedsiębrać.

WS: Zatem w jakimś stopniu negujesz sakrament spowiedzi, który jest przecież rozgrzeszeniem?

TB: Nie neguję, dostrzegam problemy. Można zamykać oczy, kręcić głową dokoła i mówić: nic nie widzę, nic nie słyszę, albo jak powiada jeden z bohaterów filmowych: „Widzę ciemność, ciemność widzę”. Tymczasem podnoszenie tych kwestii w moim przypadku to sprawa sumienia: nie wolno milczeć. A trudności są istotne.  Weźmy taki przykład: mąż wyznaje w konfesjonale, że maltretuje żonę. Ksiądz pyta, czy postanowił poprawę. „Oczywiście tak”. „Czy przeprosił żonę?”. „Nie”. No to daje rozgrzeszenie. „Ale przeproś żonę – powiada – jak wrócisz do domu”. On wraca, przeprasza żonę i sprawa zamknięta. Całe to zachowanie jest jednak jakby sterowane od zewnątrz. Czy więc takie przeprosiny są szczere? A jeśli znów zdarzy się delikwentowi żonę uderzyć, to znów powtórzy rytuał spowiedzi, klęknie, przyzna się do błędu i uspokoi sumienie. Rytuał zastępuje rzeczywistą zmianę, symuluje zmianę i ułatwia trwanie zła. Te pytania warte są, by je stawiać. Można pytać dalej: choćby trwałość mafii włoskiej, owych bogobojnych mężczyzn terroryzujących sąsiadów dalszych i bliższych, czy nie znajduje wzmocnienia w pewnej formie religijności, także w praktyce spowiedzi? Można być i katolikiem, i mafiozo. Idzie się przecież do spowiedzi, albo się nie idzie teraz, tylko pójdzie się przed śmiercią. Ostatnio papieże dosyć ostro wypowiadają się przeciwko mafii, grożą im ekskomuniką. To są jednak tylko słowa, choć bardzo ważne. Tymczasem kultura religijna – cała tradycja – popycha w innymi kierunku.

WS: Jezus powiedział do faryzeuszów, że każdy grzech i bluźnierstwo, nawet przeciwko Synowi Człowieczemu, będą ludziom odpuszczone, ale bluźnierstwo wobec Ducha Świętego nie będzie im przebaczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. Co oznaczają te słowa?

TB: Wypowiedziane zostają w konkretnej sytuacji, gdy Jezus uzdrawia człowieka niewidomego i niemego. Tłum spogląda na Niego z podziwem i pyta: „Czy nie jest On Synem Dawida?”. Jednak faryzeusze przyglądający się temu zdarzeniu szepczą między sobą, że Jezus wypędza demony mocą Belzebuba. Scena ta pokazuje postawę ludzi, którzy nie mają dobrej intencji, ludzi o złej woli, którzy zadają kłam dobru czynionemu przez Jezusa, fałszują wprost to, co się dokonuje. Kiedy więc Jezus mówi im, że każdy grzech będzie ludziom wybaczony, prócz bluźnierstwa przeciwko Duchowi Świętemu, stwierdza, że uporczywe trwanie w kłamstwie zamyka drogę do spotkania, do pojednania. Stwierdza gwałtownie, mówi w swoim stylu, tym stylu, który każe odcinać rękę, jeśli jest ona powodem grzechu. Wszelkie spotkanie, zbliżenie, pojednanie możliwe jest wtedy, gdy człowiek otwiera się na rzeczywistość, kiedy przestaje uporczywie białe nazywać czarnym i na odwrót.

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s