Odkłamać samego siebie

Nie można nie zgodzić się z Kierkegaardem, który twierdził, iż ludzie nie żyją w tych kategoriach, w których myślą. Życie jest na tyle złożone (a raczej: tak bardzo sami je sobie komplikujemy), że nie układa według żadnej z wymyślonych przez nas idei. To dlatego historia Kościoła katolickiego – określającego siebie jako jedyny prawdziwy i święty – splamiona jest krwią tysięcy niewinnych ludzi; to dlatego reguły demokracji są farsą; to dlatego nasi przyjaciele, idole albo guru niejednokrotnie okazują się zwyczajnymi łajdakami; to dlatego nieraz trzęsie nami potworna kurwica, mimo że uważamy siebie za ludzi łagodnych, dobrych, prostodusznych i szlachetnych, takich, którzy muchy by nawet nie skrzywdzili.

W każdym z nas kryje się zakłamanie. Im wcześniej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej. Poznanie własnego zakłamania, wyrachowania oraz podłości pozwala na uzyskanie wewnętrznej harmonii, a co za tym idzie – trwanie w zgodzie z samym sobą.

Odkrycie faktu, że sami żyjemy w ciągłym sprzeniewierzaniu się temu, czego pragniemy, o czym marzymy i czego domagamy się od innych, a także z tego, że tak naprawdę nie chcemy porzucać schematów, w jakich funkcjonujemy na co dzień, ma – o niebo – większą wartość od wiary w banał, że ten świat jest do dupy. Nic w tym zresztą odkrywczego. O tym, że świat jest do dupy wiedzą niemal wszyscy. A skoro niemal wszyscy powtarzają, iż świat jest do dupy, oznacza to tylko jedno: że jest diametralnie inaczej – że ten świat absolutnie do dupy nie jest. Takie odkrycie powinno być najważniejsze w naszym życiu.

Nie tylko istotne jest to, by odczarować mit o własnej mądrości, dobroci oraz szlachetności. Równie zakłamane jest nasze przekonanie o własnej marności i znikomości – jest ono tak samo dla nas fatalne i rujnujące, jak wybryki naszego chciwego ego. Psychologowie od dawna przecież twierdzą, że jednym z najpoważniejszych problemów współczesnego człowieka stała się pogarda, którą ma on dla samego siebie. Tak naprawdę ludzie nienawidzą tego, kim są, i nieustannie trwają w jakimś irracjonalnym poczuciu winy, strachu, stając się wrogami samych siebie, chociaż, najczęściej, na poziomie świadomym, nie zdają sobie z tego sprawy. Dramat.

Z jednej strony domagamy się dla siebie szacunku, chwały, wmawiamy sobie samooakceptację i profesjonalizm w rozmaitych dziedzinach, z drugiej – ja pierdolę! – poczucie niższości, strat, pogarda dla tego, kim się jest, wyrzuty sumienia, wewnętrzne skłócenie, ciągłe nienasycenie, huśtawki nastrojów, tęsknoty, pokręcone samoanalizy i usprawiedliwianie się we własnych oczach… Czasami to użeranie się z sobą pochłania więcej energii niż użeranie się z tym światem.  Nie ma nic trudniejszego niż powstrzymać się przed autooszustwem – zauważał Wittgenstein.

Fromm – nawiązując do Czterech Szlachetnych Prawd Buddy – twierdził, że człowiek może zmienić postrzeganie siebie i otaczającego go świata, jeśli zostaną spełnione następujące warunki:

– cierpimy i jesteśmy tego świadomi,

– rozpoznaliśmy przyczyny naszego niezadowolenia,

– widzimy możliwość przezwyciężenia naszego niezadowolenia,

– rozumiemy, że przyswoiliśmy sobie pewne normy zachowań i musimy zmienić naszą obecną praktykę życia oraz nawykowego myślenia, po to, by tego niezadowolenia się pozbyć .

Poznaj samego siebie, a wtedy cały świat stanie przed tobą otworem – mawiał pewien grecki mędrzec. Amen.

A teraz lecę na siłownię po to, by uskuteczniać swój kryzys wieku średniego.

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Odkłamać samego siebie

  1. tokem pisze:

    Naiwnością wydaję się być wiara w poznanie samego siebie. Jest to dobre zadanie na spędzenie życia skoncentrowanego na sobie samym. W moim przekonaniu nie dające szansy na lepsze życie niż zakłamanie w spełnianiu oczekiwań otoczenia. Czy aby dążenie do poznania samego siebie, za wszelką cenę nie jest przypadkiem próbą ucieczki przed odpowiedzialnością za życie z innymi. Czy nie jest to aby egoizm? Czy człowieczeństwo nie jest mierzone umiejętnością ograniczania własnego ego na rzecz idei? Czy stwierdzenie faktu, że jestem mentalny kutasem, ale za to pełnym wdzięku, przybliża mnie do świata i powoduje, że jestem bardziej człowiekiem?
    Robię sobie następnego drinka z parasolką i idę zastanowić się nad samym sobą.
    t

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s