Undergroundowy, czyli zagubiony

Przed laty mówiłem sobie, że jestem inny niż „szary” tłum, że jestem buntownikiem, nonkonformistą i diabli wiedzą, kim jeszcze – że jestem chodzący underground, który nie godzi się na otaczającą go rzeczywistość, nie akceptuje miałkości, głupoty oraz banału. Na konformistów patrzyłem wtedy z pogardą i nieraz tę pogardę radykalnie manifestowałem. Uważałem też, iż pogardzanie „szarym” tłumem oraz manifestowanie owej pogardy to przejaw mojej odwagi cywilnej. Żałosny byłem, ot co.

Dzisiaj wiem, że intelektualny albo duchowy nonkonformizm polega na czymś zupełnie innym. Dlatego współczuję wszystkim tym, którzy do własnego – zagubionego i rozdartego wewnętrznymi sprzecznościami – życia dorabiają sobie ideologię buntu. A robią to nie tylko nastolatkowie. Obecnie pseudononkonformistyczną postawę manifestuje także pokolenie 30- i 40-latków. I nawet nie zdaje sobie sprawy, iż skłócenie z życiem, jakim się chełpi, jest tak naprawdę skłóceniem z samym sobą, przejawem rozpasanego ego i narcyzmu.

Taki nonkonformizm to nic innego jak brak akceptacji dla tego, kim się jest, przykrywka dla nieradzenia sobie z własną codziennością – bzdurna iluzja na własny temat. A im bardziej ludzie czują się zagubieni, tym mocniej wmawiają sobie, że są undergroundowi, oryginalni i wyrastający ponad „szary” tłum (no i że idą „pod prąd”, bo – w odróżnieniu od „szarego” tłumu – nie chcą być byle jacy). W taki oto przebiegły sposób racjonalizują pustkę, jaka w nich tkwi.

Ci wszyscy żałośni buntownicy z lat 60. i 70. ubiegłego stulecia zafascynowani jogą, buddyzmem, twórczością Ginsberga, Blake’a, Poe’go albo św. Jana od Krzyża… Cóż dała im owa sztucznie manifestowana poza ze szlachetnie pobrzmiewającym „Make love not war”, paradowanie z pacyfami u szyi, kult LSD albo karykaturalne naśladowywanie Jezusa poprzez zapuszczanie długich włosów? Dzisiaj pokolenie hippisowskie grzeje tyłki w fotelach zarządów wielkich korporacji i ani mu w głowie jakikolwiek bunt przeciwko rzeczywistości. To przecież ono konstruuje tę rzeczywistość! A gdy ci dumni kontestatorzy „szarości” tłumu, banału oraz obłudy lat 60. i 70. siedzą dzisiaj w swoich obitych skórą fotelach, ich ego jest podobnie rozpasane jak w czasach, gdy stroili się w szaty buntowników i krzyczeli, że świat należy zmieniać, ponieważ pod żadnym pozorem nie można żyć tak, jak „szary” tłum.

Informacje o szczaw

drobinaszczawiu@gmail.com
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Undergroundowy, czyli zagubiony

  1. antylopka pisze:

    Szczęśliwy ten człowiek, który nie musi się buntować, manifestować, przebierać i naśladować innych. Takie „prężenie” i „puszenie” jest „modowe”. Podlega trendom chwilowo obowiązującym. Tak jak np: moda na bycie samodzielną mamusią. Niektóre kobiety w pogoni za tym, śmiało mówią o facetach jako o potencjalnych „dawcach spermy” – spłycając makabrycznie męską rolę w tworzeniu rodziny.
    Najlepiej kiedy „nic nie musimy”, niczego sobie i innym nie narzucamy. To wielki komfort móc sobie powiedzieć: ja nic nie muszę – wiele mogę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s